
Dylan jest nieprzetłumaczalny. Przynajmniej na polski. Tak twierdzi
jego tłumacz. Nie pozostaje nam więc chyba nic innego, jak uwierzyć. Kto jak
kto, ale Łobodziński, który Dylana tłumaczy już prawie 40 lat, musi wiedzieć co
mówi. Rzeczywiście, Dylan nie jest zwykłym poetą (o ile w ogóle istnieją poeci
zwykli). Obok słów mamy w końcu u niego muzykę.
Jak pisze Łobodziński, aby odtworzyć utwory Dylana w innym
języku, należy wskrzesić tradycję, z której czerpie. Odtworzyć muzykę, która współbuduje te utwory. Trzeba wreszcie odzwierciedlić
frazę, którą Dylan posługuje się na prawach kolejnego piętra twórczości,
akcentując pewne sylaby lub wydłużając znacząco niektóre samogłoski. Pełna postać
utworu Dylana to słowo i melodia (…) oraz sposób ich przekazania.
W słowie od tłumacza Łobodziński pisze nieco o warsztacie
swojej pracy. Na przykładzie utworu „It’s Alright, Ma (I’m Only Bleeding)” tłumaczy,
ile trzeba wiedzieć, by właściwie przełożyć pieśń. Otóż, trzeba zrekonstruować stan umysłu młodego Amerykanina w roku 1964,
świadomego opresji, jakiej doświadczają społeczeństwo ze strony polityki, mediów, rewolucji i kontrrewolucji
obyczajowej, a także ze strony własnej, czyli tegoż społeczeństwa. Trzeba
wzbudzić echa Arthura Rimbauda, Allena Ginsberga i Thomasa Stearnsa Eliota. A
to jeszcze nie wszystko. Według Łobodzińskiego, należy również wywołać duchy
pieśni czarnego Południa USA oraz podobną lawinę słów, zdań, skojarzeń i
obrazów. Trzeba wreszcie umieć naśladować
niemal skandowany styl śpiewu, w którym rytm, nerw i sens współbrzmią w jednym
tańcu. Czy to w ogóle możliwe? Łobodziński przyznaje, że tego nie potrafi.
Nie jest rdzennym słuchaczem Dylana i zjawisk, do których odwołuje się artysta
nie ma we krwi.
A jednak Łobodziński zdecydował się przełożyć ponad sto
trzydzieści tekstów piosenek, które Bob Dylan napisał w latach 1962-2012. A przetłumaczył
je w sposób absolutnie nieoczywisty, często zaskakujący, brawurowy, a może
nawet kontrowersyjny? Już po tytułach utworów widać, że Łobodziński unika
kliszy. I tak, "Like a Rolling
Stone” przetłumaczone zostało jako „Jak
błądzący łach", a tytułowy „Duszny kraj” to w oryginale po prostu „Mississippi”.
Poza
tłumaczeniami tekstów w książce znajdziemy także krótkie komentarze tłumacza. W
przypadku piosenki „Mississippi” Łobodziński pisze o tytule „Duszny kraj” jako o
opisowej atrapie. Dla polskiego odbiorcy jest ona przydatna, ze względu na niemożliwość
stworzenia duchowego ekwiwalentu dla stanu
kojarzonego z „pasem biblijnym”, światem tradycyjnych wartości, bolesną
historią społeczną i kopalnią muzycznych skarbów.
Zebranie,
przetłumaczenie i opatrzenie komentarzami tak dużej ilości dylanowskich utworów
zdecydowanie pozwala lepiej poznać i zrozumieć twórczość noblisty. Choć żaden z
tekstów nie poruszył mnie tak bardzo, jak słuchane w oryginale piosenki,
dopiero dzięki książce zwróciłam uwagę na niektóre symbole i nawiązania.
Podróż przez teksty Dylana, to podróż przez życie mężczyzny.
Mężczyzna ten był kiedyś młody. Kochał, porzucał i był porzucany. Teraz jego życie
dobiega końca, a on próbuje się z nim rozliczyć. Rozmyśla o przemijaniu, miłości,
samotności, wierze i zwątpieniu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz