lutego 16, 2018

Literacki przegląd tygodnia. Booknet (38)

Literacki przegląd tygodnia. Booknet (38)


1. Poznaliśmy najpopularniejszych francuskich pisarzy 2017 roku!
Którzy francuscy pisarze cieszyli się we własnym kraju największą popularnością? Dziennik „Le Figaro” opublikował doroczne zestawienie najlepiej sprzedających się autorów. Na liście spore zawirowania.

2. Źli bohaterowie w książkach Dickensa częściej piją kawę, a dobrzy – herbatę. Przypadek czy świadomy zabieg?
Ekscentryczni i urzekający bohaterowie zaludniający karty książek Charlesa Dickensa nieustannie zapraszają się wzajemnie na herbatę. Jednak nie wszyscy ją piją. Brytyjska historyk żywności Pen Vogler w trakcie prac badawczych odkryła, że nikczemne postacie w powieściach słynnego Brytyjczyka wolą delektować się kawą.

3. Prestiżowe wyróżnienie dla Olgi Tokarczuk i Joanny Concejo. Ich "Zgubiona dusza" to jedna z najlepszych na świecie książek dla dzieci
"Zgubiona dusza" Tokarczuk (tekst) i Concejo (ilustracje) otrzymała wyróżnienie na Targach Książki dla Dzieci w Bolonii. BolognaRagazzi Award to jedna z najważniejszych nagród w branży dziecięcej literatury. 

4. Książki o trudnej miłości. 3 propozycje na walentynki
Więcej jest chyba pojedynczych reportaży o miłości i związkach niż całych książek reporterskich na ten temat. Z okazji walentynek napisałem o kilku książkach non-fiction, które przypominają, że historia miłosna zwykle nie kończy się zdaniem „i żyli długo i szczęśliwie”.

5. Przerabiać świat na książki
Bardzo ciekawa rozmowa z Małgorzatą Szczurek - redaktorką, tłumaczką, współtwórczynią i redaktorką naczelną wydawnictwa Karakter

6. Osobiste albumy ze zdjęciami Virginii Woolf zostały udostępnione w Internecie
Houghton Library, jedna z ponad siedemdziesięciu bibliotek należących do bibliotecznego systemu Uniwersytetu Harvarda, zdigitalizowała, a następnie udostępniła online osobiste albumy fotograficzne należące niegdyś do Virginii Woolf. Teraz wszyscy możemy oglądać pisarkę podczas prywatnych spotkań z rodziną, przyjaciółmi, na wakacjach, w salonie i przed domem, a także widzieć to, co ona widziała, przechadzając się po okolicy.

7. Kanadyjscy naukowcy przekonują: audiobooki pozwalają kierowcom lepiej skupić się podczas długiej, monotonnej trasy
Słuchanie audiobooków w trakcie jazdy samochodem może pomóc w zachowaniu koncentracji podczas długich podróży lub monotonnych dojazdów do pracy. Tak wynika z najnowszego badania przeprowadzonego przez naukowców z Uniwersytetu w Guelph (Kanada).

8. Antyklerykał i feministka. Dwie książki, które powinni przeczytać współcześni Polacy
Wyrabiajcie w sobie nawyk krytycznego myślenia, namawiają nas Christopher Hitchens („Listy do młodego kontestatora”) i Rebecca Solnit („Mężczyźni objaśniają mi świat”). Katolicka, patriarchalna Polska szczególnie potrzebuje tego typu lektur.

9. Maszyna, na której Sylvia Plath napisała „Szklany klosz”, zostanie wystawiona na sprzedaż
21 marca w domu aukcyjnym Bonhams w Londynie zostanie wystawiona na licytację maszyna do pisania, na której Sylvia Plath stworzyła swoją autobiograficzną powieść „Szklany klosz”. Szacuje się, że przedmiot osiągnie cenę od 40 do 60 tysięcy funtów.

10. Xiao Bing napisała 10 tys. wierszy, wydała książkę i zezłościła chińskich poetów. Bo jest sztuczną inteligencją
Zanim chwyciła za pióro, przeczytała tysiące wierszy poetów doświadczonych przez los. Sama nie ma jednak żadnych życiowych doświadczeń. Czy autorka tomiku "Słońce straciło szklane okna" zniszczy poezję, jaką znamy, czy też okaże się prekursorką nowego nurtu?

*****************
Przez cały tydzień śledzę około literackie wydarzenia. Przeglądam prasę i internet. Wyszukuję ciekawe informacje, inspirujące filmiki i ważne rozmowy. Na bieżąco publikuję je na facebookowym fanpage’u. W piątek, zebrane w postaci „Booknetu” lądują na blogu.

Powyżej znajdziecie materiały opublikowane na fb w dniach 09-16.02.2018
Chcesz być na bieżąco? Polub bloga na Facebooku!

Zdjęcie: pixabay.com 

lutego 14, 2018

7 książek, które warto podarować kobiecie nie tylko na walentynki

7 książek, które warto podarować kobiecie nie tylko na walentynki


Książek, które warto kupić bez okazji (kobietom i nie tylko) można z łatwością wymienić dziesiątki. Ja wybrałam siedem, które ukazały się w 2017 roku, i które wydały mi się ciekawymi propozycjami dla kobiet o różnych zainteresowaniach.

Agneta Pleijel „Zapach mężczyzny”, Karakter
Opis wydawcy: Kolejna – po entuzjastycznie przyjętej „Wróżbie” – odsłona autobiograficznego cyklu szwedzkiej pisarki. Narratorka studiuje w Göteborgu, próbuje znaleźć własną życiową drogę, szuka równowagi w relacjach z matką i ojcem, który zostawił rodzinę. Przede wszystkim jednak chłonie świat, chce się rozwijać, doświadczać rzeczywistości wszystkimi zmysłami. Rekonstruując młodzieńcze lata, opowiada o miłości – tej zmysłowej, i tej do literatury, o odkrywaniu świata i siebie, o kreowaniu własnego życia i o pisaniu. Przez karty powieści przewijają się mężczyźni – przelotni kochankowie narratorki i ci, którzy zostali w jej życiu na dłużej – a przede wszystkim książki, które inspirują, napędzają, nie dają spokoju. W tle toczy się rewolucja obyczajowa lat sześćdziesiątych.


Rebecca Solnit „Mężczyźni objaśniają mi świat”, Karakter
Opis wydawcy: Zbiór błyskotliwych tekstów amerykańskiej feministki i historyczki. Zaczyna się niewinnie, od czegoś, co przy pewnej dozie dobrej woli można by uznać za towarzyską niezręczność. Podczas przyjęcia pan domu nie przyjmuje do wiadomości, że rozmawia z autorką książki, którą właśnie jest jej łaskaw objaśniać. Rebecca Solnit widzi jednak w tym zdarzeniu coś więcej, coś, z czym stykają się na co dzień miliony kobiet na świecie: przejaw symbolicznej przemocy ze strony mężczyzn, emanację patriarchalnego systemu, w którym funkcjonujemy. To jednak zaledwie czubek góry lodowej – autorka opowiada o innych zdarzeniach (często obficie relacjonowanych przez media), w których ujawnia się symboliczna lub nawet fizyczna przemoc wobec kobiet (w Stanach Zjednoczonych co 6 minut zgłaszany jest gwałt, a są to bardzo zaniżone statystyki). Jednocześnie Solnit wpisuje sytuację i prawa kobiet w szerszy geopolityczny i kulturowy kontekst. Przywołuje też dwie inne wybitne eseistki: Virginię Woolf i Susan Sontag, z którymi podejmuje dialog i polemizuje. Lekki styl i bystrość wywodu sprawiają, że od tekstów Solnit trudno się oderwać. Z pewnością powinny one dać do myślenia zarówno kobietom, jak i mężczyznom – są aktualne aż do bólu.

Hanya Yanagihara „Ludzie na drzewach”, w.a.b.
Opis wydawcy:  Amerykański lekarz na wyprawie w niezbadane rejony Pacyfiku dokonuje odkrycia, które odmieni jego życie i cały świat nauki. Niepokojąca, trzymająca w napięciu i tragiczna w wymowie opowieść o zderzeniu odmiennych kultur, stawiająca pytania o granicę między dobrem i złem, altruizmem i egoizmem. Przejmujący debiut Yanagihary jest też próbą rozstrzygnięcia odwiecznego dylematu: czy wielkie umysły mają prawo do życia poza moralnymi normami?


Anna Kamińska „Białowieża szeptem”, Wydawnictwo Literackie
Opis wydawcy:  „Wiedźmar” był prawdziwym czarnoksiężnikiem, „Mordala” – zapalonym kłusownikiem, Filimon Waszkiewicz – ostatnim bartnikiem. Olga Nieścierowna miała własny rower za całodobową karetkę pogotowia. Halinę Kopalińską do Białowieży rzuciła burzliwa historia XX wieku, która odebrała jej męża i majątek pod Wilnem, zaś Jan Potoka – późniejszy hodowca żubrów – przetrwał dziesięć lat łagru tylko dzięki nadziei, że jeszcze kiedyś wróci do Puszczy. Podobnych „kolorowych ptaków” było znacznie więcej… Prawosławnych, katolików, Żydów i partyjnych. Drwali i ekologów. Jedni poświęcali życie, by chronić las, inni bez skrupułów go ograbiali. Wszyscy nierozerwalnie związani przez los z Puszczą. Wielopokoleniowe rodzinne wspomnienia, dwie wojny światowe, historie udokumentowane w kronikach kryminalnych, pijackie majaki, w których zaciera się granica między trudną rzeczywistością a niemniej ciężkim snem.  Pasjonująca biografia Białowieży, ukazująca ludzką twarz najgłośniejszego lasu Europy.

Elizabeth Winder „Marilyn na Manhattanie”, Wydawnictwo Literackie
Opis wydawcy: Niezwykła biografia opisująca najlepszy rok w życiu boskiej MM. Fascynujące uzupełnienie obrazu inteligentnej, wrażliwej kobiety, który znamy z opublikowanych sześć lat temu sensacyjnych Fragmentów, zbierających intymne zapiski jednej z największych gwiazd Hollywood. Autorka ukazuje Marilyn Monroe przez pryzmat roku spędzonego w Nowym Jorku, gdzie aktorka uciekła w listopadzie 1954 roku, zostawiając daleko za sobą szaleństwa Hollywood i małżeństwo, które okazało się katastrofą. Zapierający dech w piersiach Manhattan pozwala Marilyn na zachowanie anonimowości, za którą tak tęskniła. Może biegać po Central Parku, wychodzić do klubów, godzinami oglądać obrazy w Metropolitan Museum of Art, spotykać się ze znajomymi.


Suzanne Barbezat, „Frida Kahlo prywatnie”, Marginesy
Opis wydawcy: Jak żyła Frida Kahlo? Czym się otaczała? Jakie miejsca kochała? Które najbardziej ją inspirowały? Czym był dla niej Niebieski dom? Frida Kahlo prywatnie opowiada o tym, jak kultura meksykańska, tamtejsze zwyczaje i krajobrazy wpływały na życie i twórczość tej niezwykłej malarki. Autorka analizuje obrazy, zdjęcia archiwalne, fotografie rodzinne, przedmioty, które Frida zbierała, ukochane miejsca. To opowieść o kobiecie niezależnej, artystce, która wyprzedzała swój czas i rozsławiła sztukę meksykańską.

Agnieszka Osiecka „Dzienniki 1953”, Prószyński i S-ka
Opis wydawcy: Młodziutkiej panience z Saskiej Kępy zależało na samopoznaniu i osobistym rozwoju, bo – jak na córkę artysty przystało – miała silne poczucie własnego indywidualizmu. Chciała być nowoczesną, znaczącą podmiotowością – taką więc, która realnie wypływa na losy świata. Wierzyła, że kiedyś będzie działać poprzez słowo pisane – że stanie się ważną dziennikarką, pisarką, eseistką, krytyczką. Stąd tak ważna pozostawała dla niej kwestia własnych poglądów oraz ewentualnego wpływu na opinię publiczną. Dorastająca Osiecka bardzo pragnęła liczyć się, znaczyć coś dla innych ludzi, wyznaczać innym cele. 


lutego 08, 2018

Literacki przegląd tygodnia. Booknet (37)

Literacki przegląd tygodnia. Booknet (37)


1. Margaret Atwood o #MeToo, dyskryminacji i "Opowieści podręcznej": "Mówiono mi, że piszę tak dobrze jak mężczyzna"
Przed kilkoma tygodniami Atwood została skrytykowana - przede wszystkim w mediach społecznościowych - za to, że broniła jednego z wykładowców Uniwersytetu Kolumbii Brytyjskiej, który został bez procesu zwolniony z powodu oskarżeń o molestowanie seksualne. Pisarka powiedziała wtedy, żeby nie rozpoczynać "polowania na czarownice". „W przeszłości wymierzanie sprawiedliwości na podstawie oskarżeń prowadziło albo do ustanowienia nowego lepszego porządku, albo do nowych form opresji” – tłumaczyła. 
W wywiadzie udzielonym "Variety" jeszcze raz odniosła się do kwestii #MeToo. - To symptom czegoś większego, tak jak gorączka jest objawem choroby. Ta akcja powinna służyć jako alarm, a nie być rozwiązaniem problemu - uważa pisarka.

2. Pięć świetnych książek o himalaist(k)ach. Fascynują i pomagają zrozumieć ich pasję
Pasja, dla której ludzie są w stanie ryzykować własne życie, nieustannie budzi kontrowersje. Opowieści tych, którzy pokochali góry bardziej niż cokolwiek innego, odpowiadają jednak na chociaż niektóre z naszych pytań. Warto więc przeczytać o tym, co tam przeżyli i dlaczego później nie byli już w stanie bez tego żyć.
Tekst, który napisałam dla ofeminin.pl

3. Bo ta książka mi się podoba!
W niepamięć odeszły już czasy autorytetów krytycznoliterackich, sążnistych omówień tekstów, intrygujących odczytań i wielkich sporów. Literatura to dziś potężny rynek, na którym rządzą polecenia, notki, blurby i rankingi.
Czym zajmuje się dziś krytyka literacka i czy nadal jest użyteczna? Kto jej potrzebuje? Autorzy i autorki? A może czytelnicy i czytelniczki? Co ją zastępuje? Skąd wiemy, że książki są „dobre”?
O współczesnej krytyce literackiej piszą m.in. Sylwia Chutnik, Anna Marchewka i Inga Iwasiów

4. Lucia Berlin, autorka "Instrukcji dla pań sprzątających", powiedziała: "Wszystko, co piszę, jest autobiograficzne". Aż strach w to wierzyć
Surfuje między światłem i ciemnością. Pije i kocha na umór. Ma trzech mężów i czterech synów, wciąż się przeprowadza. Pisze olśniewające opowiadania, świat usłyszy o nich po jej śmierci

5. Jedenaści wskazówek, dzięki którym zaparzysz idealną herbatę, według George’a Orwella
Nie ma to, jak zacząć dzień od filiżanki dobrej herbaty. Ale jak przyrządzić ją właściwie? Wielkim miłośnikiem angielskiej kuchni, a co za tym idzie – również picia herbaty, był George Orwell. Nazwał ją „jedną z podpór cywilizacyjnych” swego kraju. 12 stycznia 1946 roku pisarz opublikował nawet na łamach gazety „Evening Standard” zestaw wskazówek, które należy uwzględnić, jeśli chce się przygotować idealny napój. Choć zdawał sobie sprawę, że nie wszyscy podchodzą do picia herbaty podobnie do niego, a co najmniej cztery punkty mogą zostać uznane za „bardzo kontrowersyjne”, sam ściśle przestrzegał poniższych zasad.

I na deser (np. do herbaty):

*****************
Przez cały tydzień śledzę około literackie wydarzenia. Przeglądam prasę i internet. Wyszukuję ciekawe informacje, inspirujące filmiki i ważne rozmowy. Na bieżąco publikuję je na facebookowym fanpage’u. W piątek, zebrane w postaci „Booknetu” lądują na blogu.

Powyżej znajdziecie materiały opublikowane na fb w dniach 03.02-09.02.2018
Chcesz być na bieżąco? Polub bloga na Facebooku!

Zdjęcie: pixabay.com 

lutego 06, 2018

FRAGMENT KSIĄŻKI: Romans prowincjonalny i inne historie

FRAGMENT KSIĄŻKI: Romans prowincjonalny i inne historie

"Romans prowincjonalny i inne historie"
Kornel Filipowicz
Znak 2018

Tutejsze dziewczęta, jak wszystkie kobiety na świecie, nie były zdaje się ani łatwe, ani zbyt trudne do zdobycia. Wszystkie one podobne są w tym do siebie, że podlegają mniej więcej jednakowo głupiej skłonności do żołnierzy. Zwolennikiem takiej teorii był porucznik Fiłkowski, który często wypowiadał się z wielką sympatią na temat tej właśnie ich cechy. Utrzymywał, że nawet najporządniejsza dziewczyna, taka, co to nie ruszy się ani kroku z miejscowym amantem – pójdzie w najciemniejszą noc do parku z obcym żołnierzem, nie będzie mówić o ślubie ani pytać o nic. Bo każda kobieta - zdaniem porucznika Fiłkowskiego – przepada za przygodą, za czystym romansem i to, według porucznika, jest w kobiecie właśnie najpiękniejsze. Ta gotowość na ryzyko, to nieliczenie się z niczym ani z nikim. Co się tyczy rozmów na temat kobiet, to odbywały się jednak one na wielu różnych poziomach. Stanowisko, jakie reprezentował porucznik Fiłkowski, należało, bądź co bądź, do szczytów intelektualnych; inni mówili o tym daleko prościej. Byli tacy, co mniej gadali, ale było wiadome, że mają już znajomości. Kiedy zdążyli je zawrzeć i jak utrzymywali stosunki towarzyskie (i, jak mówiono, także inne), skoro tak niewielu udało się do tej pory dostać przepustki na miasto? Widocznie zawrzeć znajomość, jeśli się nie jest ostatnim ciemięgą, można w każdych okolicznościach. Oto na przykład jak poznał się Tuchowicz, uchodzący za niezgrabiasza w tych rzeczach, z dziewczyną, która jeździła na rowerze i była przedmiotem niezbyt wyszukanej adoracji jego kolegów.

Pewnego dnia, było to już po dwunastej w południe, jeńcy pracujący na szosie oczekiwali lada chwila przyjazdu samochodu ciężarowego, który przywieźć im miał obiad. Dziewczyna na rowerze pojawiła się tego dnia nieco później niż zwykle i widocznie śpieszyła się, gdyż przemknęła przed frontem wygłupiających się żołnierzy, kręcąc zapalczywie pedałami. Ale w miejscu, gdzie trzeba było zsiąść z roweru, zahamowała rozpędzony rower zbyt późno – i wywróciła się. Jej samej nic się nie stało, ale z koszyczka wysypały się zakupy, a jej śliczny, srebrzysty rower z wykręconą dziko kierownicą, zdeformowanym kołem i pogiętymi błotnikami znalazł się niespodziewanie w rękach zdumionego Tuchowicza, który okazał jednak błyskawiczny refleks i nie pozwolił mu lecieć dalej po usianej głazami skarpie. Jeńcy zbierali rozsypany makaron, gonili jabłka toczące się po drodze i wyławiali spośród kamieni drobne pieniądze, które wysypały się z portmonetki. Znosili to wszystko, podawali jej, gięli się w ukłonach i przykładali ciągle dwa palce do swoich wyblakłych i wymiętych, ozdobionych orzełkami beretów. Ci, co byli bliżej, mieli okazję pocieszać ją w nieszczęściu, podtrzymywać, strzepywać kurz z jej spódniczki. Tuchowicz tymczasem usiłował doprowadzić do porządku rower dziewczyny. Robił to z pewną, właściwą sobie powolnością, nie przejmując się radami i uwagami kolegów. Odkręcił przednie koło, wycentrował, potem naprostował skrzywiony pedał i błotniki. Dziewczyna stała i patrzyła na niego. Wydawała się mniejsza niż na rowerze, nawet bardzo mała. Miała czarne włosy, szczupłą twarz, lekko opaloną i pokrytą drobnymi piegami, zwłaszcza koło nosa i na czole. Spytała jakby z troską o swój rower:
– Czy pan się zna na tym?
Ponieważ Tuchowicz nie zrozumiał dobrze, o co jej chodzi, uśmiechnął się tylko, opuścił głowę i pracował dalej. Pośpieszył wyręczyć go Rozenblum; powiedział z przekonaniem w głosie:
– O tak, on jest specjalistą od damskich rowerów...
Dziewczyna parsknęła śmiechem, wszyscy, choć nie wiedzieli, o co chodzi, także śmiali się. Dziewczyna otrzymała niebawem swój rower. Podała Tuchowiczowi rękę, który, ku jej zdumieniu, pochylił się i pocałował ją. Ten pocałunek tu, na wysokości tysiąca metrów nad poziomem morza, na skraju drogi, w otoczeniu oberwańców – musiał być czymś nad wyraz śmiesznym i zawstydzającym równocześnie. Dziewczyna oblała się rumieńcem od trójkątnego wycięcia dekoltu aż po krawędź ciemnych włosów nad czołem. Wskoczyła na siodełko i odjechała. Oddaliwszy się trochę, nie oglądając się poza siebie, wyciągnęła rękę i pokiwała żołnierzom na pożegnanie. Skwitowali ten jej ładny gest okrzykami:  – Brawoo!... – i oklaskami. Potem wrócili do swojej pracy i obgadywali znów dziewczynę, ale byli dla niej łaskawsi.

*

Życie w obozie internowanych stabilizowało się. Polegało to głównie na tym, że wszystkie instytucje, z chórem obozowym włącznie, nabierały z wolna cech trwałości i funkcjonowały coraz sprawniej. Ustaliły się czasy, pory, zajęcia, także wzajemne niechęci i antypatie. Dyskusje polityczne przeniosły się z umywalni do sypialni, gdzie mogły być toczone w warunkach bardziej komfortowych i osiągały coraz wyższy poziom, chociaż, jak powiadał kapral-prawnik, kosztem pewnych ustępstw ideologicznych. Mniej słyszało się wyzwisk na Piłsudskiego i Dmowskiego, a więcej za to na Francuzów i Szwajcarów. Ci, którzy pracowali, zaczęli mieć trochę pieniędzy, za które mogli kupować drobiazgi – papierosy, żyletki, czekoladki i popełniać szaleństwa, na dość jednak ograniczoną skalę. Ale jeńcy byli Polakami, którzy odznaczają się osobliwą cechą – pomysłowością i obrotnością w robieniu interesów nawet w sytuacji na pozór całkowicie niesprzyjającej. Niektórzy posiadali tę umiejętność rozwiniętą w stopniu niewiarygodnym i budzili zdumienie Szwajcarów i zazdrość kolegów. Mieli pieniądze, które pozwalały im na większe szaleństwa – urządzanie bibek u jakichś życzliwych, starszych pań i zapraszanie tam dziewcząt. Wydawano teraz przepustki na miasto, gdyż niektórzy, wśród nich także Tuchowicz, zapisali się jako wolni słuchacze na wyższe uczelnie. Istniało zresztą sto sposobów, aby je uzyskać.

Tuchowicz był właśnie na przepustce i siedział na ławce w parku w towarzystwie porucznika Kurca, którego znał z kraju ze szkoły artylerii. Był to jeden z tych obrotnych, ale przy tym sympatycznych chłopaków, i Tuchowicz go dosyć lubił. Rozmawiali o tym, co się stało przedwczoraj, a co za pośrednictwem radia było już wiadome wszystkim internowanym: na terenie Anglii formowało się Wojsko Polskie. Nieco wcześniej radio ogłosiło, że polskie formacje wojskowe na Bliskim Wschodzie odmówiły złożenia broni przed rządem Vichy.


Było późne popołudnie. Dzieci bawiły się w wojsko. Przepasane lśniącymi, ceratowymi pasami, uzbrojone w małe karabiny, szable i w hełmach z papier-mâché, biegały między drzewami. Ich matki, siedzące na ławkach, robiły na drutach swetry, podnosiły niekiedy oczy znad roboty, aby przekonać się, czy dzieci nie zgrzały się albo nie zrobiły sobie czegoś złego. A dwaj Polacy, ubrani w komiczne, zdewaluowane już, noszone z żałosną fantazją, francuskie mundury, ci Polacy, którzy miesiąc temu skończyli właśnie drugą już na przestrzeni roku wojnę – mówili poważnie o tym, że jeszcze nic straconego, że jeszcze nie wszystko skończone. Znowu gdzieś, w jakimś miejscu na świecie, zbiera się polska armia... Gadał właściwie tylko porucznik, ale prawdopodobnie Tuchowicz także przyzwyczaił się już był do wojaczki, a może i polubił ją. Przed chwilą odbyli taką oto, częściowo na migi prowadzoną rozmowę z jakimś staruszkiem, który przysiadł się do nich i powiedział: – Polscy żołnierze – dzielni żołnierze, ale Polska – kaput i Francja – kaput. Ale wy żyjecie i możecie tutaj pracować i zarobić sobie pieniądze...

lutego 05, 2018

Kolej podziemna. Czarna krew Ameryki

Kolej podziemna. Czarna krew Ameryki

W swojej książce Colson Whitehead materializuje dość umowny szlak, którym uciekali niewolnicy. Sieć dróg, domów i społeczności staje się najprawdziwszą koleją, pomagającą tym, którym pomóc chce niewielu. Z jej usług korzysta Cora – główna bohaterka powieści.

Po ucieczce z plantacji w Georgii, Cora zbiega jeszcze kilkakrotnie. Z różnych miejsc, od rozmaitych wydarzeń i przed konkretnymi ludźmi. Przemierza Amerykę, której kolejne stany przypominają nieco różne stany świadomości. Fakty i fikcja są w nich nieodłącznymi składnikami koktajli, które w różnych częściach książki występują w różnych wariantach i proporcjach. Smutnym zwieńczeniem faktycznych opisów jest niekończący się motyw ucieczki. Niekończący, bo przed białą, nieznoszącą inności Ameryką nie da się uciec.

Podoba mi się szary świat z książki i jego realizm. Wiarygodne postacie, które nie są czarno-białe. Podobają mi się dobrzy biali i niewolnicy, którzy kolaborują z tymi złymi. Podobają mi się aluzje do współczesności i sam temat.

„Kolej podziemna” to książka o kwestiach fundamentalnych. O nierównościach, przemocy, dyskryminacji, rasizmie. To książka ważna, potrzebna... 

Nie jest to jednak lektura porywająca. Nie zatonęłam w słowach Whiteheada. Nie popłynęły mi łzy. Nie zalała mnie złość. Czas czytania był czasem suszy. Oczywiście, ta książka daje do myślenia, ale jeśli chodzi o emocje, mi zdecydowanie czegoś zabrakło.


Colson Whitehead, „Kolej podziemna. Czarna krew Ameryki”, Wydawnictwo Albatros

lutego 04, 2018

Książki, które w 2017 poruszyły mnie najbardziej

Książki, które w 2017 poruszyły mnie najbardziej

Nie wierzę w obiektywizm i staram się na niego nie silić. Zamiast więc typowego zestawienia top 10, czyli najlepszych książek roku, chciałabym przedstawić Wam te, które w minionym roku najbardziej mnie poruszyły. To chyba najbardziej subiektywne z moich zestawień.


Wanda Hagedorn, Jacek Frąś, „Totalnie nie nostalgia. Memuar”, Wydawnictwo Komiksowe 2017
Wspaniała, poruszająca, odważna i szczera autobiograficzna opowieść o dzieciństwie w czasach komunizmu oraz dojrzewaniu w cieniu ojca tyrana. Dla mnie zdecydowanie, jedna z najlepszych książek 2017 roku, i jeden z najlepszych komiksów, jakie przeczytałam w życiu.
Wśród wielu ważnych wątków, które wzruszyły mnie podczas lektury książki, dorastanie w osamotnieniu poruszyło mnie chyba najbardziej. Dojrzewanie w domu styranizowanym przez narcystycznego i przemocowego ojca, jest szczególnie trudne przy braku wsparcia. Matka, z jednej strony sama jest ofiarą przemocy, z drugiej strony po prostu nie umie okazać córce ciepła, którego ta potrzebuje. Poza domownikami nikt nie zna prawdy o rodzinie, która na zewnątrz wydaje się idealna. Jedynym oparciem mogą być więc siostry. Ta solidarność ofiar, te sceny, w których dzieci próbują się wzajemnie chronić i podnosić  na duchu, wzruszają, ale też wywołują złość. Nie tak przecież powinno to wszystko wyglądać…


Marcin Wicha, „Rzeczy, których nie wyrzuciłem”, Karakter, Kraków 2017
Choć matka Wichy umarła, autor nawet nie próbuje cokolwiek rozplątywać, sumować i przedstawiać prostych wyników. Jego książka nie jest oczywista. Tak jak oczywisty nie jest pomysł, by o ukochanej osobie mówić w kontekście rzeczy, które po niej pozostały.
Ta książka nie jest różową laurką. Nie jest słodkim obrazkiem relacji matki z synem. Ani sentymentalną podróżą do czasów beztroskiego dzieciństwa. Nie ma też happy endu, o czym od początku świetnie wiemy. Jest prawda o odchodzeniu i przemijaniu. Jest świetna literatura – poruszająca, choć często oszczędna w słowa.


Mikołaj Grynberg, „Rejwach”, Wydawnictwo Nisza, Warszawa 2017
Czy można jeszcze napisać o Zagładzie coś nowego? Przywołać pamięć cierpienia inaczej, niż robiono to do tej pory? Można. Mikołaj Grynberg dla najtrudniejszych doświadczeń znajduje nową formę. Balansując na granicy faktów i literatury opowiada historie tych, którzy wciąż boją się ujawnić swoją żydowską tożsamość. W trzydziestu jeden prozatorskich miniaturach o Żydach, żyjących we współczesnej Polsce, autor opowiada też o sobie. Opowiada zwięźle, rzeczowo, mocno. Pomija zbędne szczegóły i opisy. Czytelnikom serwuje samą esencję. Strach.
Rejwach” to cieniutka, ale niezwykle mocna książka. Krótkie relacje drugiego i trzeciego pokolenia Ocalonych poruszają, budzą niepokój, a często też szokują. Okazuje się bowiem, że pewnych demonów niemal nie sposób wypędzić. Po pewnych doświadczeniach życie już nie wraca do normy. Że przeszłość babć i dziadków jest też naszą przeszłością, z którą wcale nie tak łatwo sobie poradzić.


„Tam”, Natasza Goerke, Wydawnictwo Czarne 2017
Poetycki reportaż, niecodzienny przewodnik, dziennik pełen czułości wobec miejsca i po prostu mądra opowieść o ludziach. O Nepalczykach, Europejczykach, turystach, podróżnikach, o nas. Prawdziwa, piękna, poruszająca i dająca do myślenia.
Jednym z najważniejszych wątków książki jest moim zdaniem temat turystów. Tych, dla których bieda jest malownicza, Nepalczyk jest bardziej przedmiotem niż podmiotem, a nepalska sztuka powinna być przede wszystkim tania (najlepiej tańsza od chińskich suwenirów, bo inaczej po co w ogóle się nią interesować?). „Ćwiczenia z wyobrazi”, które proponuje Goerke, każą nam zastanowić się nad sposobem, w jaki uprawiamy dziś turystykę. Czy jesteśmy świadomymi podróżnikami? Albo prościej – czy jesteśmy ludźmi odpowiedzialnymi?


Dodatkowo (bo nie tyle mnie poruszyła, co zafascynowała):
„Foucault w Warszawie”, Remigiusz Ryziński, Dowody na istnienie 2017
Zachwycający, podziemny, wielobarwny, różnorodny, gejowski świat! Ze swoimi restauracjami, klubami i kawiarniami. Z małą, turecką Alhambrą w Alejach Jerozolimskich i lustrami w Amatorskiej, gdzie można było udawać, że się czyta a w rzeczywistości obserwować wchodzących do środka mężczyzn. Ze slangiem zrozumiałym tylko dla „koleżanek”. Z grzybkami, w których dochodziło do bardzo bezpośrednich kontaktów niezależnych od  klasy społecznej. Z barwnymi sprzedawcami, którzy w centrum miasta prowadzili sklepy z modą dla panów. I z sauną Diana.
Opowieść Ryzińskiego to także opowieść o Służbie Bezpieczeństwa. O masowej inwigilacji środowiska homoseksualnego. To opowieść, o tych którzy z tą służbą współpracowali, o metodach prac tych służb, zastawianych przez nie pułapkach i wreszcie, o przyczynie, dla której Foucault musiał opuścić Polskę.

lutego 03, 2018

7 nowości lutego. W tym jedna bardzo apetyczna!

7 nowości lutego. W tym jedna bardzo apetyczna!
Choć teoretycznie zima sprzyja czytaniu, ja na początku roku niemal zawsze dopiero się rozkręcam. Nie zaleję was więc długą listą lutowych nowości. Wybrałam tylko kilka, które zainteresowały mnie najbardziej.

1. „Powrót. Ojcowie, synowie i kraj pomiędzy” Hisham Matar, Czarne
Opis wydawcy: Wkrótce po obaleniu reżimu Kaddafiego Hisham Matar wraca do Libii, kraju swojego dzieciństwa, który opuścił trzydzieści lat wcześniej. Nie jest to jednak podróż sentymentalna.
Kiedy Hisham miał kilka lat, jego rodzina z przyczyn politycznych musiała uciekać z Libii. Ojciec, były dyplomata i wojskowy, zaangażował się w działalność opozycyjną i z czasem stał się jednym z największych wrogów reżimu. W marcu 1990 roku został porwany ze swojego kairskiego mieszkania przez egipską tajną policję i wydany Kaddafiemu. Trafił do więzienia Abu Salim w Trypolisie. O jego dalszych losach wiadomo niewiele.
Kaddafi upadł, więzienia polityczne opustoszały. Ale Dżaballah Matar jakby zapadł się pod ziemię. Hisham rozpaczliwie próbuje odnaleźć ślad ojca – choćby po to, by zapewnić mu godziwy pochówek, mimo że do końca nie traci nadziei.
Powrót to nie tylko głęboka refleksja nad historią, polityką i sztuką, ale też błyskotliwy portret narodu i ludzi żyjących w czasach przełomu. Ponad wszystko jest to jednak poruszająca historia o doświadczeniu miłości i straty.

2. Angelika Kuźniak , Ewelina Karpacz-Oboładze „Krótka historia o długiej miłości”, Znak
Opis wydawcy: Na początku rozmawiali przy użyciu alfabetu Morse’a. Kawałkiem metalu lub knykciem stukali w dzielącą ich ścianę. Pewnej nocy ona opowiedziała mu całą historię Tristana i Izoldy. 
Gdy przeniesiono ich do innych więzień, pisali do siebie listy. W jednym tak Ju pisał do Małej: „Cóż za radość szalona – otrzymałem dwa listy od Ciebie. Dwa nowe strumienie otuchy…”.
Pierwszy raz – bez krat, siatek i zasuw – zobaczyli się na swoim ślubie.
Mała i Ju to pseudonimy Wiesławy Pajdak i Jerzego Śmiechowskiego – łączniczki i żołnierza Polski Podziemnej walczących z niemieckim okupantem. Za działalność niepodległościową po II wojnie światowej zostali skazani na lata stalinowskiego więzienia. Tam właśnie się w sobie zakochali.
To historia o miłości, w którą trudno uwierzyć.

3. „Życie przecięte. Opowieści pokolenia Marca”. Joanna Wiszniewicz (wydanie III), Czarne
Fragment wstępu: To była niezwykła przygoda wybrać się z magnetofonem w świat pamięci Żydów i osób pochodzenia żydowskiego należących do generacji marcowej. Ludzi urodzonych w pierwszej powojennej dekadzie, wyrastających w komunistycznej Polsce i w domach, w których cień Zagłady był na ogół obecny […] – ludzi, dla których podstawowym doświadczeniem pokoleniowym był Marzec i którzy w większości wyrastali w polskiej kulturze, w polskim języku, byli kształtowani przez polską literaturę, film, teatr i przez polskie jednolite programy nauczania. Obowiązujące również w szkołach dla żydowskich dzieci.
Doświadczenie tego pokolenia wciąż jest w Polsce mało znane. Nie tylko dlatego, że wiedza o nim razem z ludźmi po Marcu wyemigrowała, ale również przez to, że długo była rozproszona i ukryta w pamięci zbiorowej niewielkich żydowskich grup i środowisk oraz w indywidualnych życiorysach.

4. Kornel Filipowicz, „Romans prowincjonalny i inne historie”, Znak
Opis wydawcy: Nowelista, powieściopisarz, scenarzysta, poeta. Jeden z najważniejszych powojennych prozaików. „Realista metafizyczny”, „piewca polskiej prowincji”. Niekwestionowany autorytet. Wieloletni partner Wisławy Szymborskiej. Kornel Filipowicz to niedościgły mistrz. Jego proza jest klarowna i lakoniczna, a emanuje z niej empatia dla świata i człowieka. Jego pióro odkrywa podskórny sens pozornie banalnych wydarzeń, zapala ich wewnętrzne światło. W Romansie prowincjonalnym i innych historiach bliskość, tęsknota, pomyłki, spotkania i rozstania układają się w wielobarwny, migotliwy pejzaż ludzkich emocji. Autorski wybór Wojciecha Bonowicza, poza opowiadaniami, prezentuje również dwie mikropowieści – osobny gatunek, stworzony przez Filipowicza.

5. „Wszyscy jesteśmy dziwni. Opowieści z Coney Island” Karolina Sulej, Dowody na Istnienie
Opis wydawcy: „Szybko, podejdźcie, zaraz zobaczycie coś, czego nie widzieliście na oczy – połykacz ognia, zaklinaczka węży, teraz, na żywo!“ – tak do freak showu naganiał widzów konferansjer na Coney Island.
Coney Island – dzielnica Nowego Jorku, gdzie miasto łączy się z oceanem, niegdyś stolica światowej rozrywki, cyrków, wesołych miasteczek – to wciąż rezerwuar estetyki, idei, marzeń i lęków, z których jest zbudowana popkultura i nasze człowieczeństwo. Jeśli Manhattan to marzenie o doskonale funkcjonującym społeczeństwie, eleganckim w swoich potrzebach, Coney Island to wszystko to, co wulgarne, kiczowate i podniecające. „Thrills!” (Dreszcze!) – obiecuje neon.
To wyspa, która przypomina nam, że życie – płeć, seksualność, konsumpcja – to tylko i aż widowisko. Opowieść o Coney – tym realnym i tym wyobrażonym - snują jej mieszkańcy i bywalcy w tym burleskowa tancerka i zawodowa syrena – Bambi the Mermaid, Eduardo Arrocha – poeta z twarzą wytatuowaną w gwiazdy i planety, Oleg Roitman czyli Człowiek-Komputer, Pat Muko – nigeryjska księżniczka, która zaklina węże i inni.
„Wszyscy jesteśmy dziwni” to reporterska opowieść o Coney Island od początku XX wieku, kiedy powstały parki rozrywki, przez upadek w latach 60., gdy dzielnica opustoszała, aż po ponowne odrodzenie pod koniec lat 2000. Tak jak Ellis Island było "wyspą klucz" dla emigrantów, tak Coney Island stało się "wyspą rajem" - i kluczem do szczęścia dla tych, którzy chcieli odetchnąć od norm codzienności. Coney – miejsce pełne iluzji – pokazuje, że największą iluzją jest pozorna prawda tego, co poza lunaparkiem. Normalność zaś nie istnieje.

6. „Tropiciel złych historii. Rozmowa z Martinem Pollackiem”, Katarzyna Bielas, Czarne
Opis wydawcy: Martin Pollack to jeden z najbardziej rozpoznawalnych współczesnych austriackich intelektualistów. Książka Śmierć w bunkrze, opowiadająca jego historię rodzinną, poświęcona ojcu pisarza, który był członkiem gestapo i zbrodniarzem wojennym, weszła już do kanonu literatury dotyczącej tożsamości, winy i odpowiedzialności, a autor stał się w Polsce symbolem etycznego i humanistycznego pisarstwa.
Jego osobiste i zawodowe związki z Polską trwają już ponad pięćdziesiąt lat. W związku z krytyką polityki PRL-owskich władz w latach osiemdziesiątych jako osoba niepożądana miał zakaz przekraczania polskiej granicy. Po upadku komunizmu przez kilka lat, do 1998 roku, był korespondentem „Der Spiegel” w Polsce. Po powrocie do Austrii pozostał przyjacielem i rzecznikiem Polski, czego wyraz daje w swojej działalności dziennikarskiej i translatorskiej – przełożył na niemiecki m.in. książki Ryszarda Kapuścińskiego, Mariusza Wilka, Andrzeja Bobkowskiego.
W 2010 roku otrzymał Nagrodę im. Georga Dehio. W marcu 2011 roku odebrał Lipską Nagrodę Książkową na rzecz Porozumienia Europejskiego, a w 2012 został uhonorowany tytułem Ambasadora Nowej Europy. Jest także laureatem Nagrody im. Karla Dedeciusa przyznawanej najlepszym tłumaczom literatury polskiej na niemiecki i niemieckiej na polski oraz Nagrody Kulturalnej Górnej Austrii w dziedzinie literatury. W 2016 roku otrzymał Nagrodę Translatorską dla Tłumaczy Ryszarda Kapuścińskiego za całokształt twórczości translatorskiej.

Książka na deser:

Malka Kafka „God food. Boska kuchnia Malki Kafki”, Znak
Opis wydawcy: "God Food" to bogaty zbiór przepisów na sycące dania główne, wyrafinowane przekąski, przepyszne desery, aromatyczne mieszanki ziół, orzeźwiające napoje.
Malka Kafka pomoże ci odnaleźć boski pierwiastek w niezwykłych potrawach. 
Przekona, że bezwarunkową miłość można okazać, zapraszając bliskich do wspólnego stołu. Zainspiruje do wykorzystania sprawdzonych receptur zrodzonych na styku wielobarwnych kultur, w kolebce najpotężniejszych religii. Pokaże praktyczne sposoby na przygotowanie doskonałych roślinnych posiłków. 
Rozpocznij proces kulinarnej i duchowej przemiany, przyłącz się do egzotycznej podróży – do wyprawy w głąb siebie.
Copyright © 2016 Projekt: książki , Blogger