Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Historia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Historia. Pokaż wszystkie posty

maja 03, 2019

Ekolektury: Natacha Bustos i Francisco Sánchez „Czarnobyl – strefa”

Ekolektury: Natacha Bustos i Francisco Sánchez „Czarnobyl – strefa”

Grażyna Latos: O książce, która podpowiada, co możemy zrobić, żeby nasz dom był bardziej ekologiczny, pisaliśmy ostatnio. Dziś coś zupełnie innego - komiks o ekologicznej katastrofie w Czarnobylu.

Grzegorz Lepianka: W kontekście książek naukowych lub przejmujących reportaży o wydarzeniach okołoczarnobylskich, komiks „Czarnobyl – strefa” to zaledwie opowiastka, mówiąca o tej chyba najbardziej znanej w dziejach katastrofie nuklearnej w sposób jedynie przyczynkowy i ogólnikowy, ale nawet jako taka jest przejmującym wołaniem o ekologiczną świadomość i opamiętanie się w ryzyku związanym z nieodpowiedzialnym i niebezpiecznym igraniem z siłą atomu.


Grażyna: „Czarnobyl – strefa” to historia trzypokoleniowej rodziny, którą katastrofa dotknęła bezpośrednio. Zanim jednak poznamy jej losy, autorzy komiksu wprowadzają nas w temat ówczesnych wydarzeń. Przypominają, że przyczyny eksplozji IV reaktora, która miała miejsce 26 kwietnia 1986 roku, do tej pory nie są znane. Wersji wydarzeń jest wiele. Co jednak najważniejsze to skutki. „Pięćdziesiąt ton materiałów radioaktywnych uwolnionych do atmosfery, skażenie okolicy na pięć tysięcy lat, tysiące dzieci chorych na raka” – pisze we wstępie Alvaro Colomer. Śmierć poniosło także wiele osób, które próbowały zmniejszyć ogrom tragedii. Strażacy, którzy jako pierwsi przybyli do kompleksu, umierali w męczarniach. Ich narządy wewnętrzne rozpadały się. Podobny los spotkał część „likwidatorów”, czyli tych, którzy walczyli ze skutkami katastrofy. W sumie było ich osiemset tysięcy. Ci, którzy przeżyli, często tracili nie tylko ogólnie pojmowane zdrowie, ale też kończyny.

Obok chorych i tragicznie zmarłych ważnym elementem katastrofy było kłamstwo ówczesnych władz. Mieszkańcy położonej trzy kilometry od Czarnobyla Prypeci zostali zapewnieni, że za 3 dni wrócą do swoich mieszkań. W ramach ewakuacji mieli zabrać tylko najważniejsze rzeczy. Ich domowi pupile mieli czekać. Nigdy nie pozwolono im wrócić.

Po tym, jak odkryto tzw. czerwony las, a więc wtedy, gdy władze zrozumiały, że radioaktywność może zmieniać kod genetyczny organizmów, ewakuowano także ludzi z pobliskich wiosek. Część domów zburzono, a skażony obszar ogrodzono. Mimo zakazów wiele starszych osób wróciło do swoich gospodarstw. Do dziś żyje tam około trzystu ludzi, głównie starszych kobiet.

Jedną z par staruszków decydujących się na powrót do domu są nasi bohaterowie. Leonid i Galia. Wolą umrzeć we własnym łóżku niż w mieście. Wracają do uprawy ziemi. I choć wszystko wskazuje na to, że do przeszłości już nie ma powrotu, oni starają się żyć, jak gdyby nic się nie stało. Katastrofa zmienia też życie ich córki Anny, która z wraz z synem zostaje ewakuowana. Nie wie, co się dzieje z pracującym w elektrowni mężem, ale do końca ma nadzieję, że wszystko będzie dobrze. Po latach o strasznych wydarzeniach woli zapomnieć. Rodzinną historię chce jednak poznać jej syn.

Napisana przez Francisco Sancheza i zilustrowana przez Natachę Bustos historia Czarnobyla jest oszczędna zarówno w słowa, jak i kolory. Czerń i biel przepleciona z lękiem, smutkiem i dezorientacją bohaterów, stanowią mieszankę porażającą i poruszającą. To bardzo dobra powieść graficzna.


Grzegorz: Czytelniczy rok zakończyłem komiksem, który wpisuje się w moje najbardziej wstrząsające, hipnotyzujące, a jednocześnie pobudzające do refleksji podróżnicze wydarzenie z tego roku, a właściwie całego mojego życia, czyli wizytę w Czarnobylu, Prypeci i ogólnie rzecz nazywając „strefie wykluczenia”. Zamkniętą strefę czarnobylską, a w zasadzie ludzi, którzy brali udział w likwidacji szkód zaraz po katastrofie, przejmująco opisała Swietłana Aleksijewicz w swoim pokaźnych rozmiarów reportażu „Czarnobylska modlitwa”. Autorka opisywała szczegółowo skutki i wymiar ludzki awarii. Naukowo do tematu katastrofy czarnobylskiej podeszła Kate Brown w świetnie udokumentowanej książce „Czarnobyl. Instrukcje przetrwania”, a jako kontekst Czarnobyl pojawia się w jej innym reportażu historycznym „Plutopia. Atomowe miasta i nieznane katastrofy nuklearne”, gdzie Brown zajmuje się dwoma atomowymi miastami – Richland w USA i Oziorskiem w ZSRR – w których wielokrotnie dochodziło do poważnych zanieczyszczeń środowiska oraz szeregu nadużyć związanych z zakłamywaniem i pomniejszaniem ich wpływu na ekosystem oraz zdrowie i życie ludzi. Autorzy komiksu nie mają miejsca na takie detaliczne przyglądanie się różnym losom ludzkim jak w powyżej wspomnianych publikacjach i siłą rzeczy operują skrótami i symbolami, hasłowo przywołując horror katastrofy. Nie epatują dramatyzmem, ale w sugestywny i liryczny sposób przekazują prawdę o skażonym rejonie, do którego jedni przyjeżdżają zobaczyć skutki nieodpowiedzialnych działań i zaniedbań, a inni - jak samosioły (mieszkańcy, którzy nielegalnie osiedlili się w strefie) - wracają na swoją czarnobylską ziemię, mając poczucie, że właśnie tam jest ich miejsce. W kontekście naukowych prac komiks Bustos i Sancheza nie prezentuje niczego odkrywczego, ale na pewno jako powieść graficzna zasługuje na uwagę i docenienie, zwłaszcza że graficzne odwzorowanie Prypeci i jej okolic przedstawionych w komiksie jest sugestywne i zachowujące podobieństwo do autentycznych widoków, jakich można uświadczyć w strefie wykluczenia.



Natacha Bustos, Francisco Sánchez, „Czarnobyl – strefa”, Centrala, Poznań 2015

Przeczytaj pierwszy tekst z cyklu "Ekolektury" >>

sierpnia 16, 2018

5 pytań do reporterki: Marta Madejska

5 pytań do reporterki: Marta Madejska
Fot. Zuza Brzozowska

Marta Madejska  - z wykształcenia kulturoznawczyni, z zawodu asystentka muzealna, z pasji pisarka i dziennikarka. Od 2010 roku związana ze Stowarzyszeniem Topografie, w którym zajmuje się głównie projektami dotyczącymi historii mówionej. Od 2017 roku zastępczyni redaktor naczelnej Łódzkiej Gazety Społecznej „Miasto Ł”. Pracuje w Centrum Muzeologicznym Muzeum Sztuki w Łodzi. Autorka książki „Aleja włókniarek”.

Kim są bohaterki książki „Aleja włókniarek”?
To przede wszystkim robotnice łódzkiego przemysłu włókienniczego, popularnie nazywane włókniarkami. To bohaterki „masowe”, często nie jestem w stanie ustalić konkretnych imion i nazwisk, ale patrzę na nie jak na część ogromnej fali kobiet, która pojawiała się w tym przemyśle na całym świecie.
W książce zmieściły się także osoby, które walczyły o prawa wyborcze kobiet na początku XX wieku, inspektorki pracy z II Rzeczpospolitej, przodownice wyścigu pracy oraz polityczki okresu PRL, działaczki opozycji, a także emerytowane dziś włókniarki i inżynierki włókiennictwa, które zgodziły się ze mną porozmawiać i opowiedzieć o swoim życiu i pracy.

Skąd taki temat?
Wszystko zaczęło się od tego, że  dwanaście lat temu sprowadziłam się do Łodzi na studia. Poznałam ludzi fascynujących się wyjątkową historią miasta i bardzo chciałam ją zrozumieć. Szybko okazało się, że ta historia jest nierozerwalnie związana z historią kobiet-włókniarek, pomyślałam więc, że dobrze by było opowiedzieć ją właśnie z ich perspektywy.

Ich praca wywołała rewolucję obyczajową. Dlaczego do tej pory nikt o nich nie pisał?
To nieprawda, że nikt w ogóle o tym nie pisał. Nie był to jednak popularny temat dla książek reportażowych czy powieści, więc większość informacji można dziś znaleźć tylko w naukowych opracowaniach, które niestety nie są szeroko znane i nie mają przebicia do obowiązujących dziś podręczników historii. Niestety, bo kiedy patrzymy na historię z tej perspektywy, to naprawdę możemy wiele więcej zrozumieć na temat otaczającej nas rzeczywistości, Łodzi, kraju, nas samych.

Jakim miastem była Łódź ich młodości?
Opowieść zawarta w książce snuje się przez około dwa wieki, więc nie ma jednej odpowiedzi na to pytanie. Jeżeli istnieje tu jakiś element wspólny pomiędzy Łodzią z czasów młodości XIX-wiecznych robotnic i włókniarek z pokolenia naszych babć, to to, że było to miasto, w którym wciąż jeszcze działał przemysł. Przemysł często zanieczyszczał środowisko i stwarzał bardzo trudne warunki pracy, ale dawał zatrudnienie i zarobek, wokół niego wytwarzały się lokalne wspólnoty.

Czy finalnie znalazły w niej szczęście?
A czym jest szczęście? To bardzo trudne pytanie, bo każda osoba inaczej definiuje to w życiu i inaczej ocenia swoje życie u jego kresu niż w momencie kiedy będzie o to pytana po całym dniu spędzonym w fabrycznej pracy, pośród pyłu przędzalniczego albo hałaśliwych krosien. Jedne z nich lubiły swoją pracę, mimo że była bardzo ciężka, inne nie. Jednym udało się ułożyć sobie życie, innym nie. Jedne z nich były szczęśliwe, inne nie. Tak jak my dzisiaj.


lipca 08, 2018

Powieść: Rdza

Powieść: Rdza

„Rdza” to powieść wciągająca, poruszająca, ciekawa i napisana z pomysłem. Krytycy stawiają wobec niej zarzut czułostkowości oraz oferowania zbyt łatwych wzruszeń. Zgadzam się, że nagromadzenie nieszczęść jest naprawdę duże, ale mimo to, dla mnie ta książka jest po prostu bardzo dobra.

W „Rdzy” Jakub Małecki przeplata ze sobą dwie opowieści  - współczesną i historyczną. Poznajemy losy dwóch bohaterów. Gdy słyszymy o nich po raz pierwszy, oboje są dziećmi. Szymek ma siedem lat  kiedy jego rodzice giną w drodze z koncertu. Tośka, jako kilkuletnia dziewczynka, poznaje czym jest wojna. Oboje zostają naznaczeni przez tragedie a śmierć i nieszczęście stają się nieodłącznym elementem ich życia.

Dużo w tej książce fatalizmu, ludzkiego cierpienia i tęsknoty ale jeszcze więcej prób poradzenia sobie z własnym życiem. Bohaterowie Małeckiego wciąż muszą mierzyć się z kolejnymi stratami. Prędzej czy później życie staje się dla nich nie do wytrzymania. Pragną więc uciec. Czasem porzucając swoje miasto. Czasem cały kraj. Czasem życie.

Choć los wszystkich bohaterów Małeckiego jest tragiczny, każdy z nich jest inny i poruszający. Żaden z bohaterów nie jest przypadkowy, czy zbędny. A łączy ich ze sobą znacznie więcej, niż moglibyśmy początkowo przypuszczać. Odkrywanie ich relacji, historii i tajemnic sprawia, że od książki naprawdę trudno się oderwać. A później trudno o niej zapomnieć.


„Rdza”, Jakub Małecki, Sine Qua Non 2017

maja 09, 2018

Recenzja: Księga wyjścia

Recenzja: Księga wyjścia


To rzeczywiście nie jest książka a księga. Reporterska biblia marcowych historii.

Mikołaj Grynberg zebrał w „Księdze wyjścia” historie tych, którzy po Marcu opuścili Polskę, ale też tych, którzy w niej zostali. Tych, którzy znaleźli nowy dom, i tych, którzy po wyjeździe z Polski domu już nigdy nie mieli. „Super-Polaków” pochodzenia żydowskiego, którzy przyjęli wszystkie sakramenty i byli ekspertami od polskości i polskiej literatury. Ale także tych, którzy w sukienkę komunijną koleżanki założyli jedynie do zdjęcia, by nim w odpowiednim momencie zamachać. Grynberg zebrał historie różne.

Rozmówcy Grynberga mówią o antysemityzmie, o rodzicach bojących się pogromu, ale czasem także o marcowych, wzruszających aktach solidarności ze strony katolików. „Księga wyjścia”, choć na okładce dwukolorowa, na poziomie faktów zdecydowanie nie czarno-biała. To lektura często mocna i trudna, ale też niezwykle ciekawa.

Historie bohaterów nie zaczynają się w marcu. Zaczynają się dużo wcześniej. Często wraz z dzieciństwem i historią rodziców.

Kobiety i mężczyźni, samotnie i u boku małżonka, anonimowo, jedynie pod imieniem, czy pod imieniem i nazwiskiem, opowiadają o koloniach żydowskich, TSKŻecie i szkole – czasem żydowskiej, czasem nie. Mówią o pozycji jaką zajmowali w domu, w którym się wychowali. Czasem byli niczym ryby, które nie mają  głosu. Ale czasem byli tymi, z którymi liczono się najbardziej.

W końcu, mówią także o Marcu. O decyzjach, zakupach, wielkich skrzyniach, pakowaniu się, likwidacji mieszkań i pożegnaniach. Przyznają, że czasem ich wywożono, ale czasem to oni decydowali o wyjeździe całej rodziny.

„Mnie stąd wywieźli. Ja nie chciałam wyjeżdżać… [Mama] nie mogła pozwolić, żebyśmy się rozdzielili, bo w czasie wojny wysłała do rodziny list, w którym napisała, żeby nie przyjeżdżali. I oni nie przyjechali… już nigdy. Tym razem musiała zabrać ze sobą wszystkich”.

Wielu dzieli się wrażeniami z przyjazdu na nowe. Opowiada o zakładaniu nowych rodzin i budowaniu nowego życia. Kiedy poczuli się u siebie? Nie wszystkim w ogóle się to udało.

„Straciłam kraj, a żaden następny już nigdy nie był moim”

Czym teraz jest dla nich Polska? Ma bardzo różne znaczenie. Pierwszy powrót do kraju bywał bardzo wzruszający, ale  bywał też koszmarem zakończonym ulgą z powodu wyjazdu.

Wśród bohaterów Mikołaja Grynberga jest bohater szczególny. Jego ojciec. Rozmową z nim przeplecione zostały pozostałe historie. Henryk Grynberg jest tym, który został.

marca 16, 2018

6 książek o Marcu, które zostały wydane przed 2018

6 książek o Marcu, które zostały wydane przed 2018

W tym roku obchodzimy 50. rocznicę wydarzeń marcowych. Okrągły jubileusz sprawił, że część wydawnictw zdecydowała się na wydanie około marcowych pozycji. Kilka z nich ma już na swoim koncie ciekawe i dobre publikacje, wydane sprzed laty. Część to zresztą pozycje wydane dokładnie 10 lat temu. Dziś chciałabym przypomnieć kilka z nich.


"Wygnani do raju. Szwedzki azyl" Krystyna Naszkowska
Wydawnictwo Agora 2017
To najświeższa z polecanych dziś pozycji. Książka jest zbiorem rozmów z ludźmi, którzy zdecydowali się na emigrację do Szwecji. Kiedyś niechciani w Polsce, dziś robią niesamowite kariery zagranicą. Wygnani z polski Żydzi pochodzenia Żydowskiego, to m.in. najbardziej znany szwedzki kryminolog, najbardziej znany wydawca literatury pięknej, architekt i jeden z głównych twórców współczesnego Sztokholmu, czy wielokrotnie nagradzany reporter, autor m.in. książek „Polski hydraulik i inne opowieści ze Szwecji” oraz „Higieniści z dziejów eugeniki”. Część z nich wyjechała sama, część z rodziną. Historie ich wszystkich świetnie pokazują, jak wiele Polska straciła.


„My, ludzie z Marca. Autoportret pokolenia ’68” Piotr Osęka
Instytut Studiów Politycznych Polskiej Akademii Nauk, Wydawnictwo Czarne 2015
Piotr Osęka jest historykiem, który od lat zajmuje się epoką PRL-u, w tym tematem Marca oraz roku 1968. Portretując pokolenie ’68 przygląda się historiom młodych ludzi, którzy w 1968 roku sprzeciwili się dyktaturze. Bohaterów poznajemy już w ich dzieciństwie i towarzyszymy im do roku 1989. Urodzili się w rodzinach AK-owskich i komunistycznych; zostali legendami KOR-u i Solidarności, ale też mało-znanymi buntownikami z Krakowa, czy Wrocławia. Wszyscy oni byli częścią niesamowitego, ogólnoświatowego buntu młodzieży w 1968 roku.


„Życie przecięte. Opowieści pokolenia Marca” Joanna Wiszniewicz
Wydawnictwo Czarne 2008 (III wydanie w lutym 2018)
Trzydzieści długich, poruszających, ciekawych i pełnych emocji rozmów, które Joanna Wiszniewicz przeprowadziła z polskimi Żydami i Żydówkami, którzy przeżyli Marzec. Część z nich  nadal mieszka w Polsce, część wyemigrowała do Stanów. W książce ciekawi są sami rozmówcy, ale też szeroko rozumiane skomplikowane losy polskich Żydów, w tym historie ich rodziców – Ocaleńców. Niezwykła książka.


„Marzec ‘68” Piotr Osęka
Instytut Studiów Politycznych Polskiej Akademii Nauk, Wydawnctwo Znak 2008
Książka wydana w 40. rocznicę Marca, opowiadająca o marcowych wydarzeniach. Piotr Osęka zbiera w niej i porządkuje wiedzę, którą uzupełnia o własne badania. Przywołuje ważne dokumenty i cytaty, a o wszystkim, mimo wagi tematu, pisze lekkim piórem. W środku znajdziemy też trochę archiwalnych zdjęć.


„Dworzec Gdański. Historia niedokończona” Henryk Dasko
Wydawnictwo Literackie 2008
To książka inna niż wszystkie powyższe. Autobiografia jednego człowieka. Historia jego życia od narodzin, z uwzględnieniem historii rodziców i dziadków, aż do śmierci. Henryk Dasko, urodzony w Polsce jako Henryk Daszkiewicz, był jednym z wielu młodych ludzi, którzy opuścili Polskę po Marcu. On kochał jednak Polskę, polski język i polską kulturę w sposób wyjątkowy. Jego opowieść w wielu momentach jest dramatyczna. Był Polakiem, który musiał się zrzec obywatelstwa. Przede wszystkim jednak jest fascynująca. Był niezwykle inteligentnym człowiekiem, który miłość do literatury łączył z przedsiębiorczością i po prostu umiłowaniem życia – w tym kobiet, zabaw i samochodów.


„Jesteśmy. Rozstania ‘68” Teresa Torańska
Świat książki 2008
Kolejna książka wydana na 40. Rocznicę Marca. Pozycja już klasyczna i najlepiej znana w niniejszym zestawieniu. Wyróżniająca się także bogactwem zdjęć. Zgodnie z resztą z zamieszczoną we wstępie propozycją samej autorki, książkę najpierw najlepiej jest po prostu obejrzeć. Obok zdjęć na książkę składają się z rozmowy i relacje Torańskiej – historie ludzi, którzy przeżyli Marzec w Polsce, a potem często ją opuszczali.  

lutego 05, 2018

Recenzja: Kolej podziemna. Czarna krew Ameryki

Recenzja: Kolej podziemna. Czarna krew Ameryki

W swojej książce Colson Whitehead materializuje dość umowny szlak, którym uciekali niewolnicy. Sieć dróg, domów i społeczności staje się najprawdziwszą koleją, pomagającą tym, którym pomóc chce niewielu. Z jej usług korzysta Cora – główna bohaterka powieści.

Po ucieczce z plantacji w Georgii, Cora zbiega jeszcze kilkakrotnie. Z różnych miejsc, od rozmaitych wydarzeń i przed konkretnymi ludźmi. Przemierza Amerykę, której kolejne stany przypominają nieco różne stany świadomości. Fakty i fikcja są w nich nieodłącznymi składnikami koktajli, które w różnych częściach książki występują w różnych wariantach i proporcjach. Smutnym zwieńczeniem faktycznych opisów jest niekończący się motyw ucieczki. Niekończący, bo przed białą, nieznoszącą inności Ameryką nie da się uciec.

Podoba mi się szary świat z książki i jego realizm. Wiarygodne postacie, które nie są czarno-białe. Podobają mi się dobrzy biali i niewolnicy, którzy kolaborują z tymi złymi. Podobają mi się aluzje do współczesności i sam temat.

„Kolej podziemna” to książka o kwestiach fundamentalnych. O nierównościach, przemocy, dyskryminacji, rasizmie. To książka ważna, potrzebna... 

Nie jest to jednak lektura porywająca. Nie zatonęłam w słowach Whiteheada. Nie popłynęły mi łzy. Nie zalała mnie złość. Czas czytania był czasem suszy. Oczywiście, ta książka daje do myślenia, ale jeśli chodzi o emocje, mi zdecydowanie czegoś zabrakło.


Colson Whitehead, „Kolej podziemna. Czarna krew Ameryki”, Wydawnictwo Albatros

listopada 20, 2017

Anastazja

Anastazja

Ta historia musi się źle skończyć…  Pozornie wszystko jest w porządku. Drewniany dom, weranda, dziecko biega po łące. A jednak, pod cienką przykrywką normalności, coś kipi. 

„Anastazja”, to inspirowana historią Natalie Wood opowieść o przemocy – zarówno tej zadawanej ze strony wielkiego przemysłu, jak i tej ze strony najbliższych osób.

Główną bohaterką historii jest Stacey. Pewnego dnia matka tej zaledwie kilkuletniej dziewczynki postanawia uczynić z niej gwiazdę. Nadając córce kojarzone z carską rodziną imię, zmusza ją do udziału w kolejnych castingach. Dla realizacji swoich celów jest w stanie zrobić wszystko. Wie jak wywołać płacz dziecka. Jak zmusić je do pracy. Wie kto naprawdę liczy się w branży i jak do tej osoby dotrzeć. Wreszcie, jak przekonać mężczyznę, by dał jej to, czego pragnie.


Ciekawa i trzymająca w napięciu historia, to tylko jeden z atutów komiksu. Fantastyczne ilustracje, zaledwie drugi. „Anastazja” ma do zaoferowanie znacznie więcej. Jej autorki wykonały ogromny kawał pracy odtwarzając hollywoodzką (i nie tylko) rzeczywistość lat 20.

Na kartach komiksu znajdziemy nie tylko elementy biografii Natalie Wood (jak sceny z motylem. Tak, matka Wood naprawdę była w stanie rozerwać motyla, tylko po to, by córka zaczęła płakać). Autorki odwzorowały także stroje, fryzury i przedmioty epoki. Odtworzyły kilka scen filmowych i wprowadziły autentyczne postacie, jak Man Ray, czyli komiksowy Godel.

„Anastazja” to komiks intertekstualny, do którego można wracać wiele razy. Wszystkich nawiązań prawdopodobne nie sposób odszyfrować podczas pierwszej lektury. Chociaż znawcy tematu z pewnością poradzą sobie lepiej ode mnie. Tak, czy siak, mimo całej mroczności i tragiczności historii, mamy przy tym komiksie także trochę zabawy. Ja już czekam na tom drugi!


"Anastazja", Magdalena Lankosz i Joanna Karpowicz, Kultura gniewu, 2017

listopada 09, 2017

KSIĄŻECZKA TYGODNIA: Opowieści na dobranoc dla młodych buntowniczek

KSIĄŻECZKA TYGODNIA: Opowieści na dobranoc dla młodych buntowniczek

Zamiast bajek o śpiących królewnach, złych macochach, zawistnych siostrach, czarownicach i księżniczkach zamkniętych  w wysokich wieżach, które biernie czekają na swoje ocalenie, Elena Favilli i Francesca Cavallo proponują naprawdę ciekawe historie kobiet, których nikt nie wymyślił. Kobiet odważnych, realizujących swoje pasje i marzenia, silnych, wytrwałych, utalentowanych, pracowitych, idących pod prąd, inspirujących… Zamiast usypiać dziewczyński temperament historiami o spaniu na ziarnku grochu, Favilli i Cavallo podburzają do działania. Ich intencje widać już na pierwszych stronach książki, gdzie zwracają się do swoich czytelniczek bezpośrednio:
Do młodych buntowniczek ze wszystkich stron świata:
wyzwólcie marzenia,
mierzcie wysoko,
stawiajcie opór,
a w chwilach zwątpienia pamiętajcie:
macie rację.

Autorki książki pragną swoje czytelniczki zainspirować, odważyć i przekonać, że można. Robią to w bardzo prosty sposób. Zebrane przez nie historie zdają się bowiem mówić same przez siebie: nie jesteście pierwsze, które pragną „niemożliwego”. Zobaczcie, tym kobietom się udało. Dlaczego wam ma się nie udać? Odwagi!


Co ważne, zebrane historie są przeróżne. Współczesne i odległe. Historie modelek i sportowczyń, artystek, naukowczyń i tancerek. Pisarek, projektantek mody, mistrzyń kuchni, śpiewu i gitary. Aktywistek, wojowniczek, działeczek i polityczek. Są też królowe, caryce, cesarzowe i piratki. Nie zabraknie nawet tatuarzystki i agentki. Część z bohaterek to kobiety świetnie nam znane. Frida Khalo, Hilary Clinton, Amelia Earhart, Anna Politkowska, Astrid Lindgren, Aung San Suu Kyi, Coco Chanel, czy Elżbieta I. Prawdopodobnie jednak imiona i nazwiska większości z nich przeczytamy dzięki tej książce po raz pierwszy.

Ja po raz pierwszy przeczytałam m.in. o Alfonsinie Stradzie, włoskiej kolarce i pierwszej kobiecie, która wzięła udział w wyścigu Giro d’Italia. Autorce rekordu, który pobito dopiero po 26 latach. Nie znałam także bardzo wielu historii kobiet z Afryki , Azji czy Ameryki Południowej, i za te historie jestem autorkom książki szczególnie wdzięczna.

Tak jak bohaterki książki, tak też ilustratorki pochodzą nie tylko ze Stanów Zjednoczonych i Europy. Portrety niezwykłych kobiet z różnych stron świata stworzyły m.in. kobiety z Kolumbii, Indii, Indonezji, RPA, czy Filipin.

„Opowieści na dobranoc dla młodych buntowniczek”, to naprawdę świetna książka! Napisana językiem dostosowanym do młodych odbiorczyń z pewnością ucieszy także te starsze. Pięknie wydana, mądra, inspirująca. Polecam!


Elena Favilli i Francesca Cavallo, „Opowieści na dobranoc dla młodych buntowniczek”, Wydawnictwo Debit, Katowice 2017

stycznia 20, 2017

Potępieńcy średniowiecznej Europy

Potępieńcy średniowiecznej Europy

Do przeczytania „Potępieńców średniowiecznej Europy” zachęciło mnie magiczne słowo: „potępieńcy”. Kwestia marginalizacji, wykluczania, odtrącania, czy wreszcie unicestwiania pewnych osób lub całych grup społecznych czy narodowościowych, interesuje mnie od lat. Proces, w wyniku, którego pewne jednostki uznają inne jednostki za gorsze, nie godne uwagi, nie godne życia, czy nie godne zbawienia, to fascynujące choć także i przerażające zjawisko, które wciąż z zaciekawieniem badam.

stycznia 18, 2017

Maria Antonina. Niebezpieczne związki królowej

Maria Antonina. Niebezpieczne związki królowej


Maria Antonina, Austriaczka, która poślubiła Ludwika XVI i została jedną z najsławniejszych królowych wszechczasów, jest bardzo wdzięcznym tematem książek, filmów, pieśni, wierszy i obrazów. Rozmaici autorzy skupiają się na przeróżnych aspektach jej życia – rozrzutności, bujnym życiu towarzyskim, miłościach, czy skandalach. Książka "Maria Antonina. Niebezpieczne związki królowej", w zasadzie traktuje o wszystkich aspektach królewskiego życia.

Copyright © 2016 Projekt: książki , Blogger