maja 19, 2017
maja 18, 2017
maja 17, 2017
O ziołach i zwierzętach
Magiczny jest świat roślin i zwierząt! Wiedziałam o tym jako
dziecko, ale później zupełnie zapomniałam. Gdy przestałam oglądać bajki, właściwie
przestałam obcować z opowieściami o naturze, w których jest ona podmiotem, nie
przedmiotem. Poza materiałami przyrodniczymi, w narracjach ze świata dorosłych,
natura pełni często niemal wyłącznie funkcję służalczą. Jakby jej istnienie nie
miało celu samego w sobie. Jakby chodziło wyłącznie o zaspokojenie potrzeb
człowieka.
Kiedy otworzyłam książkę Simony Kossak, znalazłam się w
świecie, o którego istnieniu zapomniałam, a jednak się za nim stęskniłam. Jest
to świat, w którym natura odzyskuje swoją podmiotowość, a zwierzęta osobowość. Simona
przypomina związane z tym światem obrzędy, np. przepędzanie złych uroków, czy
poznawanie przyszłości. Przywołuje także tych, którzy ten świat opiewali, np. Szekspira,
który uwiecznił przepis na „piekielną zupę” z szalejem.
Niezwykły jest styl, w jakim pisze Kossak. Dużo w nim
czułości i ciepła. Dużo działającego na wyobraźnię detalu. Dużo ciekawostek.
Całość czyta się nieco jak bajkę. Na przykład jak piękną bajkę o chrząszczach,
która zaczyna się tak:
Na chropowatej korze
starego świerku, widnieje różowobiała grudka żywicy, a w niej niewielki
otworek. To wejście do korytarza kornika – bielojada olbrzymiego. Olbrzym
mierzy sobie osiem milimetrów, zakuty jest w brunatny pancerz usiany rzędami
maleńkich punktów. Nogi i czułki ma żółtobrązowe, co pięknie harmonizuje z
rudawą barwą włosków porastających tylną część pokryw skrzydeł. Latem samiczka wgryzła
się w korę, wyżłobiła chodniczek macierzysty i w nim, na posłaniu z wiórków,
złożyła grupy jajeczek. Młodziutkie larwy mieszkały i jadły we wspólnej
obszernej komorze, w niej też spędziły zimę. Wiosną rozeszły się, w samotności
przeobraziły w poczwarki, a z nich – w chrząszcze.
Najchętniej książkę Kossak przeczytałabym raz jeszcze.
Dokładnie tak, jak chciałabym by czytano mi bajki. Po jednej opowieści przed
snem. Co jednak ważne, opowieści Kossak nie są bajkami!
Zwierzęta i przyroda to dla Simony Kossak nie tylko pasja,
ale także obszar zainteresowań naukowych. Kossak ukończyła studia na Wydziale
Biologii i Nauk o Ziemi na Uniwersytecie Jagiellońskim, ze specjalnością
psychologia zwierząt. Edukację oraz zdobywanie kolejnych stopni naukowych, aż
do profesora zwyczajnego, kontynuowała w dziedzinie nauk leśnych. Zawodowo zajmowała
się m.in. zachowaniami dziko żyjących ssaków leśnych.
W swojej książce „O ziołach i zwierzętach” zamieściła osiemdziesiąt
dwie niezwykłe opowieści. Wśród bohaterów książki znajdziemy m.in. cykorię
podróżnika, dzikie gęsi, jaskółki dymówki, mrówki, pokrzywę, rusałkę pawika i
wawrzynka wilczełyko. Ach, cóż to są za historie!
maja 12, 2017
Przedpremierowo: Całe życie
Latem 1902 roku Egger, główny bohater książki „Całe życie”,
jest jeszcze małym chłopcem. Może mieć cztery lata. Może też mieć trochę więcej
lub nieco mniej. Nie mówi wiele. Nie lubi skupiać na sobie uwagi. Po tym jak traci
matkę zamieszkuje w domu bogatego bauera. Jedynym powodem, dla którego Hubert
Kranzstocker daje sierocie dach nad głową, jest sakiewka z pieniędzmi
zawieszona na drobnej szyi chłopca. Do
ostatnich dni pobytu w gospodarstwie, Egger pozostaje obcym, którego co
najwyżej można tolerować. Bękartem szwagierki. Tanią siłą roboczą. Małomówny i
nie stawiający oporu sprawdza się również jako chłopiec do bicia.
Powodów do zbicia nigdy nie brakuje. Wystarczy rozlane mleko
czy spleśniały chleb. Bauer moczy wtedy swoją rózgę i przystępuje do wymierzania
razów. Pewnego dnia coś jednak idzie gorzej niż zwykle. Po ciosie następuje
gruchnięcie. Pęka kość udowa chłopca.
Po sześciu tygodniach, gdy można w końcu zdjąć bandaże, noga
jest cieniutka i koślawa. Od tego dnia, aż do końca swoich dni, Egger idzie przez
życie kulawo.
W ramach rekompensaty za niesprawną nogę natura prezentuje
Eggerowi muskulaturę. W wieku zaledwie trzynastu lat chłopak wygląda już jak mężczyzna.
W wieku lat czternastu może pochwalić się niezwykła siłą. W końcu nadchodzi także
dzień, w którym jest w stanie
przeciwstawić się biciu. I choć zostaje za to wygnany z gospodarstwa, otrzymuje
możliwość życia po swojemu. I tak też zaczyna żyć.
Na kartach książki Seethalera śledzimy całe życie człowieka.
Do jego ostatnich dni. Widzimy jak pracuje jako najemny parobek i dorabia się
własnego ogródka warzywnego. Jak się zakochuje i jak otwiera furtkę w tym
ogródku, by pochwalić się swoim dobytkiem ukochanej. Jesteśmy z nim gdy zmienia
miejsca zamieszkania i profesje. Widzimy jak umiera.
Najważniejsze w życiu Eggera wydają się być prostota i natura. Ale życie to także coś więcej. To zniszczenie, śmierć i wojna. To również rozwój
i nowe doświadczenia. Np. oglądanie telewizji. To ciągła zmiana.
"Całe życie", to przepięknie napisana opowieść o życiu
niespiesznym, prostym i prawdziwym. Życiu w zgodzie z naturą i w zgodzie z
sobą, gdy natura odbiera to, co kochamy. To opowieść o zgodzie na życie i na
to, co nam przynosi. To historia terapeutyczna.
Robert Seethaler, „Całe życie”, Wydawnictwo Otwarte 2017
maja 10, 2017
Fak maj lajf
Do tej pory Marcina Kąckiego
mogliśmy poznać przede wszystkim dzięki świetnym reportażom, zarówno prasowym jak
i książkowym, społecznym i historycznym. W 2007 roku Kącki otrzymał nagrodę Grand
Press w kategorii dziennikarstwo śledcze. W 2016, za książkę „Białystok. Biała
siła, czarna pamięć” był nominowany do Nagrody Literackiej „Nike”. W
tym roku postanowił wydać swoją pierwszą powieść.
„Fak maj lajf” to literacka fikcja, z pomocą której, Kącki opisuje zjawiska jak najbardziej rzeczywiste. Przede wszystkim bezwzględny świat mediów pokroju „Faktu” czy „Super expresu”, które dla lepszej sprzedaży i zysków są w stanie zniszczyć człowieka. To świat paparazzi i wymyślających „historie z życia wzięte” dziennikarzy. To także świat ludzi, którzy wchodzą z mediami w różnego rodzaju układy. - Ty nie wydrukujesz mojego zdjęcia toples, ja dam ci się sfotografować gdy wstrzykują mi botoks - tak mogłaby zabrzmieć propozycja jakiejś celebrytki. Bo z jednej strony media potrafią zniszczyć życie, ale z drugiej strony śmierć medialna też przeraża.
Mamy więc powieść o tabloidach,
celebrytach i politykach. Opowieść o hipokryzji
i fasadowości. O wielkim kłamstwie, w którym wszyscy bierzemy udział. Nie tylko
chodzący na „ustawki” aktorzy seriali, czy gospodarze teleturniejów, ale także
wszyscy ci, którzy udają, że są kimś innym, niż są w rzeczywistości. A udają, bo
wstydzą się swojego pochodzenia, zbyt małego biustu, czy braku pieniędzy. Co
ciekawe, nikt nie wstydzi się dorobienia majątku na cudzej krzywdzie.
W powieści Kąckiego spotykają się pracownicy
mediów, celebryci, czytelnicy kolorowych pisemek, aspirujący do bycia kim
„lepszym”, przestępcy, kombinatorzy, politycy i ofiary wszystkich tych grup.
Momentami niemal trudno nie pogubić się w wątkach. A co wątek, to ciekawsza
historia. Jeszcze większy przekręt. Jeszcze większy dramat. Widać, że lata
pracy w reportażu pozwoliły Kąckiemu poznać ten kraj naprawdę dobrze.
Nieco poboczny, ale ważny wątek książki
Kąckiego dotyczy rodziny. Co ciekawe, inny reporter, który również zdecydował
się wydać w tym roku powieść, na marginesie narracji o współczesnych mediach i
ciągłej pogoni za sensacją, również pokazał rodzinę. Zarówno Kącki w „Fak maj
lajf”, jak i Olszewski w książce „#upał”, sportretowali nowoczesne rodziny, w
których realizujący się zawodowo rodzice nie potrafią znaleźć spokoju w domu. Szukają
więc bodźców poza nim. Zdradzają, kłamią, tworzą fasadę. Myślę, że obaj
reporterzy mówią nam poprzez swoje powieści o czymś, co być może nie jest
tematem na reportaż. O rozpadzie prawdziwych relacji.
Marcin Kącki „Fak maj lajf”, Znak,
Kraków 2017
maja 04, 2017
Plaża za szafą. Polska kryminalna
Nie jestem
specjalistką od scenariuszy, ale na moje laickie oko, przynajmniej połowa
reportaży z najnowszej, reporterskiej książki Marcina Kąckiego, jest materiałem
na film. Znajdziemy w nich bowiem wszystko to, co kino kocha. Niewiarygodne
historie, ciekawych bohaterów, zaskakujące zakończenia, zbrodnie, dramat, krew
i walkę o sprawiedliwość…
„Plaża za
szafą. Polska kryminalna” to dwadzieścia cztery reportaże z różnych części Polski. Jednym z moich
ulubionych jest historia Anny, która w luksusowym życiu odnalazła sposób na
biznes. Jest to zresztą właśnie jedna z tych historii, na które zdecydowanie poszłabym
do kina. Moim drugim mocnym typem na scenariusz jest „Zemsta <<Włoszki>>”.
Ale „Plaża za szafą”, „Czeski błąd”, „Bracia”, czy „Załamanie szyfranta z
Zielonki” również zmieściłabym na podium.
Najwyższe
ciśnienie miałam prawdopodobnie podczas lektury tekstu „Pigułka na szczęście”. Historia
kobiety na wózku, która wytacza proces farmaceutycznej korporacji jest po prostu wstrząsająca. Generalnie, cała
pierwsza część książki, o wiele mówiącym tytule „Medical thriller”, jest naprawdę
mocna.
„Plaża za
szafą” to książka, którą czyta się z niedowierzaniem, z szybkim biciem serca i
niecierpliwością, jaka towarzyszy oczekiwaniu na rozwiązanie zagadki. Krótko
mówiąc, czyta się naprawdę świetnie. Obok przyjemności lektury, Kącki daje nam
jednak coś więcej. Jakąś prawdę o Polsce. O tym kto ma w niej władzę, o
kolesiostwie i o tym, co ludzie są gotowi zrobić, żeby zrealizować swoje cele. Dla
jakich korzyści są w stanie złamać prawo. Z jakich powodów mogą zabić.
Marcin
Kącki, „Plaża za szafą. Polska kryminalna”, Wydawnictwo Agora, Warszawa 2017

















