maja 19, 2017

Fotorelacja: Warszawskie Targi Książki (2)

Fotorelacja: Warszawskie Targi Książki (2)

Zapraszam do obejrzenia drugiej porcji zdjęć z Warszawskich Targów Książki!

maja 18, 2017

Fotorelacja: Warszawskie Targi Książki

Fotorelacja: Warszawskie Targi Książki

W dniach 18-21 maja na Stadionie Narodowym odbywają się Warszawskie Targi Książki. Klimat imprezy jest niesamowity! Zapraszam do obejrzenia pierwszej porcji zdjęć.















maja 17, 2017

O ziołach i zwierzętach

O ziołach i zwierzętach

Magiczny jest świat roślin i zwierząt! Wiedziałam o tym jako dziecko, ale później zupełnie zapomniałam. Gdy przestałam oglądać bajki, właściwie przestałam obcować z opowieściami o naturze, w których jest ona podmiotem, nie przedmiotem. Poza materiałami przyrodniczymi, w narracjach ze świata dorosłych, natura pełni często niemal wyłącznie funkcję służalczą. Jakby jej istnienie nie miało celu samego w sobie. Jakby chodziło wyłącznie o zaspokojenie potrzeb człowieka.

Kiedy otworzyłam książkę Simony Kossak, znalazłam się w świecie, o którego istnieniu zapomniałam, a jednak się za nim stęskniłam. Jest to świat, w którym natura odzyskuje swoją podmiotowość, a zwierzęta osobowość. Simona przypomina związane z tym światem obrzędy, np. przepędzanie złych uroków, czy poznawanie przyszłości. Przywołuje także tych, którzy ten świat opiewali, np. Szekspira, który uwiecznił przepis na „piekielną zupę” z szalejem.

Niezwykły jest styl, w jakim pisze Kossak. Dużo w nim czułości i ciepła. Dużo działającego na wyobraźnię detalu. Dużo ciekawostek. Całość czyta się nieco jak bajkę. Na przykład jak piękną bajkę o chrząszczach, która zaczyna się tak:

Na chropowatej korze starego świerku, widnieje różowobiała grudka żywicy, a w niej niewielki otworek. To wejście do korytarza kornika – bielojada olbrzymiego. Olbrzym mierzy sobie osiem milimetrów, zakuty jest w brunatny pancerz usiany rzędami maleńkich punktów. Nogi i czułki ma żółtobrązowe, co pięknie harmonizuje z rudawą barwą włosków porastających tylną część pokryw skrzydeł. Latem samiczka wgryzła się w korę, wyżłobiła chodniczek macierzysty i w nim, na posłaniu z wiórków, złożyła grupy jajeczek. Młodziutkie larwy mieszkały i jadły we wspólnej obszernej komorze, w niej też spędziły zimę. Wiosną rozeszły się, w samotności przeobraziły w poczwarki, a z nich – w chrząszcze.

Najchętniej książkę Kossak przeczytałabym raz jeszcze. Dokładnie tak, jak chciałabym by czytano mi bajki. Po jednej opowieści przed snem. Co jednak ważne, opowieści Kossak nie są bajkami!
Zwierzęta i przyroda to dla Simony Kossak nie tylko pasja, ale także obszar zainteresowań naukowych. Kossak ukończyła studia na Wydziale Biologii i Nauk o Ziemi na Uniwersytecie Jagiellońskim, ze specjalnością psychologia zwierząt. Edukację oraz zdobywanie kolejnych stopni naukowych, aż do profesora zwyczajnego, kontynuowała w dziedzinie nauk leśnych. Zawodowo zajmowała się m.in. zachowaniami dziko żyjących ssaków leśnych.

W swojej książce „O ziołach i zwierzętach” zamieściła osiemdziesiąt dwie niezwykłe opowieści. Wśród bohaterów książki znajdziemy m.in. cykorię podróżnika, dzikie gęsi, jaskółki dymówki, mrówki, pokrzywę, rusałkę pawika i wawrzynka wilczełyko. Ach, cóż to są za historie!


 Simona Kossak, „O ziołach i zwierzętach”, Wydawnictwo Marginesy, Warszawa 2017

maja 12, 2017

Przedpremierowo: Całe życie

Przedpremierowo: Całe życie

Latem 1902 roku Egger, główny bohater książki „Całe życie”, jest jeszcze małym chłopcem. Może mieć cztery lata. Może też mieć trochę więcej lub nieco mniej. Nie mówi wiele. Nie lubi skupiać na sobie uwagi. Po tym jak traci matkę zamieszkuje w domu bogatego bauera. Jedynym powodem, dla którego Hubert Kranzstocker daje sierocie dach nad głową, jest sakiewka z pieniędzmi zawieszona na drobnej szyi chłopca.  Do ostatnich dni pobytu w gospodarstwie, Egger pozostaje obcym, którego co najwyżej można tolerować. Bękartem szwagierki. Tanią siłą roboczą. Małomówny i nie stawiający oporu sprawdza się również  jako chłopiec do bicia.

Powodów do zbicia nigdy nie brakuje. Wystarczy rozlane mleko czy spleśniały chleb. Bauer moczy wtedy swoją rózgę i przystępuje do wymierzania razów. Pewnego dnia coś jednak idzie gorzej niż zwykle. Po ciosie następuje gruchnięcie. Pęka kość udowa chłopca.

Po sześciu tygodniach, gdy można w końcu zdjąć bandaże, noga jest cieniutka i koślawa. Od tego dnia, aż do końca swoich dni, Egger idzie przez życie kulawo.

W ramach rekompensaty za niesprawną nogę natura prezentuje Eggerowi muskulaturę. W wieku zaledwie trzynastu lat chłopak wygląda już jak mężczyzna. W wieku lat czternastu może pochwalić się niezwykła siłą. W końcu nadchodzi także dzień, w którym jest  w stanie przeciwstawić się biciu. I choć zostaje za to wygnany z gospodarstwa, otrzymuje możliwość życia po swojemu. I tak też zaczyna żyć.

Na kartach książki Seethalera śledzimy całe życie człowieka. Do jego ostatnich dni. Widzimy jak pracuje jako najemny parobek i dorabia się własnego ogródka warzywnego. Jak się zakochuje i jak otwiera furtkę w tym ogródku, by pochwalić się swoim dobytkiem ukochanej. Jesteśmy z nim gdy zmienia miejsca zamieszkania i profesje. Widzimy jak umiera.

Najważniejsze w życiu Eggera wydają się być prostota i natura. Ale życie to także coś więcej. To zniszczenie, śmierć i wojna. To również rozwój i nowe doświadczenia. Np. oglądanie telewizji. To ciągła zmiana.

"Całe życie", to przepięknie napisana opowieść o życiu niespiesznym, prostym i prawdziwym. Życiu w zgodzie z naturą i w zgodzie z sobą, gdy natura odbiera to, co kochamy. To opowieść o zgodzie na życie i na to, co nam przynosi. To historia terapeutyczna.



Robert Seethaler, „Całe życie”, Wydawnictwo Otwarte 2017

maja 10, 2017

Fak maj lajf

Fak maj lajf

Do tej pory Marcina Kąckiego mogliśmy poznać przede wszystkim dzięki świetnym reportażom, zarówno prasowym jak i książkowym, społecznym i historycznym. W 2007 roku Kącki otrzymał nagrodę Grand Press w kategorii dziennikarstwo śledcze. W 2016, za książkę „Białystok. Biała siła, czarna pamięć” był nominowany do Nagrody Literackiej „Nike”. W tym roku postanowił wydać swoją pierwszą powieść.

„Fak maj lajf” to literacka fikcja, z pomocą której, Kącki opisuje zjawiska jak najbardziej rzeczywiste. Przede wszystkim bezwzględny świat mediów pokroju „Faktu” czy „Super expresu”, które dla lepszej sprzedaży i zysków są w stanie zniszczyć człowieka. To świat paparazzi i wymyślających „historie z życia wzięte” dziennikarzy. To także świat ludzi, którzy wchodzą z mediami w różnego rodzaju układy. - Ty nie wydrukujesz mojego zdjęcia toples, ja dam ci się sfotografować gdy wstrzykują mi botoks - tak mogłaby zabrzmieć  propozycja jakiejś celebrytki. Bo z jednej strony media potrafią zniszczyć życie, ale z drugiej strony śmierć medialna też przeraża.

Mamy więc powieść o tabloidach, celebrytach i politykach. Opowieść o  hipokryzji i fasadowości. O wielkim kłamstwie, w którym wszyscy bierzemy udział. Nie tylko chodzący na „ustawki” aktorzy seriali, czy gospodarze teleturniejów, ale także wszyscy ci, którzy udają, że są kimś innym, niż są w rzeczywistości. A udają, bo wstydzą się swojego pochodzenia, zbyt małego biustu, czy braku pieniędzy. Co ciekawe, nikt nie wstydzi się dorobienia majątku na cudzej krzywdzie.


W powieści Kąckiego spotykają się pracownicy mediów, celebryci, czytelnicy kolorowych pisemek, aspirujący do bycia kim „lepszym”, przestępcy, kombinatorzy, politycy i ofiary wszystkich tych grup. Momentami niemal trudno nie pogubić się w wątkach. A co wątek, to ciekawsza historia. Jeszcze większy przekręt. Jeszcze większy dramat. Widać, że lata pracy w reportażu pozwoliły Kąckiemu poznać ten kraj naprawdę dobrze.

Nieco poboczny, ale ważny wątek książki Kąckiego dotyczy rodziny. Co ciekawe, inny reporter, który również zdecydował się wydać w tym roku powieść, na marginesie narracji o współczesnych mediach i ciągłej pogoni za sensacją, również pokazał rodzinę. Zarówno Kącki w „Fak maj lajf”, jak i Olszewski w książce „#upał”, sportretowali nowoczesne rodziny, w których realizujący się zawodowo rodzice nie potrafią znaleźć spokoju w domu. Szukają więc bodźców poza nim. Zdradzają, kłamią, tworzą fasadę. Myślę, że obaj reporterzy mówią nam poprzez swoje powieści o czymś, co być może nie jest tematem na reportaż. O rozpadzie prawdziwych relacji.


Marcin Kącki „Fak maj lajf”, Znak, Kraków 2017

maja 09, 2017

maja 04, 2017

Plaża za szafą. Polska kryminalna

Plaża za szafą. Polska kryminalna

Nie jestem specjalistką od scenariuszy, ale na moje laickie oko, przynajmniej połowa reportaży z najnowszej, reporterskiej książki Marcina Kąckiego, jest materiałem na film. Znajdziemy w nich bowiem wszystko to, co kino kocha. Niewiarygodne historie, ciekawych bohaterów, zaskakujące zakończenia, zbrodnie, dramat, krew i walkę o sprawiedliwość…

„Plaża za szafą. Polska kryminalna” to dwadzieścia cztery  reportaże z różnych części Polski. Jednym z moich ulubionych jest historia Anny, która w luksusowym życiu odnalazła sposób na biznes. Jest to zresztą właśnie jedna z tych historii, na które zdecydowanie poszłabym do kina. Moim drugim mocnym typem na scenariusz jest „Zemsta <<Włoszki>>”. Ale „Plaża za szafą”, „Czeski błąd”, „Bracia”, czy „Załamanie szyfranta z Zielonki” również zmieściłabym na podium.

Najwyższe ciśnienie miałam prawdopodobnie podczas lektury tekstu „Pigułka na szczęście”. Historia kobiety na wózku, która wytacza proces farmaceutycznej korporacji jest po prostu wstrząsająca. Generalnie, cała pierwsza część książki, o wiele mówiącym tytule „Medical thriller”, jest naprawdę mocna.

„Plaża za szafą” to książka, którą czyta się z niedowierzaniem, z szybkim biciem serca i niecierpliwością, jaka towarzyszy oczekiwaniu na rozwiązanie zagadki. Krótko mówiąc, czyta się naprawdę świetnie. Obok przyjemności lektury, Kącki daje nam jednak coś więcej. Jakąś prawdę o Polsce. O tym kto ma w niej władzę, o kolesiostwie i o tym, co ludzie są gotowi zrobić, żeby zrealizować swoje cele. Dla jakich korzyści są w stanie złamać prawo. Z jakich powodów mogą zabić.



Marcin Kącki, „Plaża za szafą. Polska kryminalna”, Wydawnictwo Agora, Warszawa 2017
Copyright © 2016 Projekt: książki , Blogger