czerwca 13, 2019

Booknet (106): Okołoliterackie materiały tygodnia - do poczytania, posłuchania i obejrzenia

Booknet (106): Okołoliterackie materiały tygodnia - do poczytania, posłuchania i obejrzenia

Do poczytania po polsku:

Kinga Dunin czyta: Cher Monsieur Eribon

To zdanie z trudem przechodzi mi przez klawiaturę, ale jednak powiem: powinna to być lektura obowiązkowa dla każdego sympatyka lewicy. Kinga Dunin czyta „Powrót do Reims” Didiera Eribona.

Czytał jako trzylatek, w wojsku wzięli go za wariata, przyjechał do Polski badać kapustę

Houellebecq, pisarz o "gębie nieroba i onanisty" zostaje zwolniony ze służby wojskowej, gdy zjawia się na komisji wymalowany jak ulicznica. Na rynku pracy - porażka goni porażkę. Ma długawe włosy, ironiczny uśmieszek, wytarte dżinsy oraz śmierdzący pleśnią plecak. Oto życiorys Houellebecqa w 5 punktach.


On tatuuje na jej przedramieniu numer. Potem na obozowej pryczy będą "kochać się namiętnie". Prawdziwy dzień w Auschwitz czy nonsens?

Może Lale znów pokarmi ukochaną cudem zdobytą od Polaków czekoladą albo wręczy jej pierścionek z diamentem znaleziony w obozowym magazynie? Po sukcesie "Tatuażysty z Auschwitz" Heather Morris wydawcy przetrząsają szuflady w poszukiwaniu obozowych opowieści. Wystarczy napisać kilka poruszających kiczowatych scen, które chwycą za serce, dadzą nam złudzenie nadziei.

Nagroda im. Szymborskiej za "Mordercze ballady". Laureatka: "Jestem uzależniona od literatury, z nią wzięłam jedyny ślub"

Marta Podgórnik została laureatką 7. edycji nagrody imienia noblistki. Statuetkę i czek na 100 tys. zł odebrała w niedzielę wieczorem w Krakowie. Drugiej nagrody - za przekład zagranicznego tomu poetyckiego na język polski - w tym roku nie przyznano.

Ian McEwan przyznał, że jest wyczerpany pracą przy ekranizacjach swoich książek

Ian McEwan stwierdził, że nie będzie osobiście sprawował kontroli kreatywnej nad przyszłymi ekranizacjami swoich powieści, ponieważ w czasie, jaki zajmuje sama korespondencja e-mailowa z reżyserami i producentami, mógłby napisać kolejną książkę.

Przeczytaj wiersz "aluminiowa czapeczka" Kamili Janiak

Publikujemy wiersz kolejnego finalisty Nagrody im. Wisławy Szymborskiej. Dziś "aluminiowa czapeczka" poetki i wokalistki Kamili Janiak.

Do posłuchania:

Warszawianka w Wołowcu. Monika Sznajderman w rozmowie z Nogasiem

Monika Sznajderman, opowiada nam dziś o swoim - i jej męża Andrzeja Stasiuka - miejscu na ziemi. W nowej książce "Pusty las" kolejne etapy historii Wołowca i okolic - od pierwszych zachowanych notatek w księgach parafialnych po współczesność. Przywraca pamięć o dawnych mieszkańcach. Poznajemy ich nazwiska, drzewa genealogiczne. Byli, istnieli. Dzięki tej książce wciąż są z nami

Maciej Zaremba Bielawski. Laureat reporterskiego Nobla w Radiu Książki

- Po napisaniu tej książki długo milczałem. Myślałem, że napisałem tę książkę po to, by nie musieć mówić, bo za każdym razem tylko bym ją spłaszczał - mówi zdobywca Nagrody im. Ryszarda Kapuścińskiego za reportaż literacki. Rodzinna historia Zaremby Bielawskiego, od pół wieku mieszkającego w Szwecji, ukazała się w Polsce pod koniec ubiegłego roku. I okazała się perłą, dla wielu najważniejszym tekstem opublikowanym 2018 roku.

Do obejrzenia:

Laureaci 12. edycji Nagrody Literackiej m.st. Warszawy


Do wsparcia:

3. edycja MiedziankaFest

Miedzianka zaczęła znikać wiele lat temu, w roku 2011 wróciła na mapę i do świadomości wielu ludzi dzięki książce Filipa Springera „Miedzianka. Historia znikania”. To Filip jest pomysłodawcą festiwalu.
Formalnym organizatorem jest Instytut Reportażu wspierany przez gminę Janowice Wielkie i zaprzyjaźnione wydawnictwa. 
Zorganizowanie festiwalu w takim miejscu jak Miedzianka to duże przedsięwzięcie logistyczne i spore wyzwanie finansowe. Podobnie jak w latach ubiegłych wnioskowaliśmy o wsparcie z Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Nie otrzymaliśmy go, ale się nie poddajemy. 

 

Do poczytania po angielsku:

So you want to be a novelist? A New York literary agent, editor and author reveal how bestsellers are born

For budding authors in the US and in the UK, the road to publication most often begins with a search for a literary agent. Clémence Michallon speaks to publishing industry insiders about the rest of the journey.

Nell Zink: How to Become a Novelist in Ten Easy Steps

Advice from the author of “Nicotine”

*****************
Chcesz być na bieżąco? Polub bloga na Facebooku!

Zdjęcie: Unsplash

czerwca 09, 2019

Najciekawsze nowości i zapowiedzi książkowe czerwca - TOP 8

Najciekawsze nowości i zapowiedzi książkowe czerwca - TOP 8

Fot. Unsplash


Wybór jak zwykle subiektywny :)

Marta Sapała, „Na marne”, Czarne

Opis wydawcy: Mówi się, że z roku na rok marnujemy coraz więcej żywności, a w śmietnikach lądują kilogramy resztek, które mogłyby stanowić pełnowartościowe pożywienie. Wyrzucamy to, co wydaje nam się niejadalne: sterty ziemniaczanych obierków, dziesiątki suchych kromek chleba, resztki jogurtu zalegające na dnie plastikowych kubeczków, obite jabłka, opakowania z przeterminowanym makaronem, którego nie zdążyliśmy ugotować. Ale czy na pewno marnotrawstwo żywieniowe rośnie w tak szybkim tempie, jak straszą nas media?
Marta Sapała postanowiła zbadać ten temat. Rozmawia z ludźmi, którzy żywią się tym, co znajdą w śmietnikach, zagląda do kompostowników i kuchennych szafek swoich rozmówców, szpera w kontenerach przy dyskontach spożywczych, oddaje głos ludziom bez domu i tym, którzy oszczędzanie mają we krwi. Odwiedza miejsca, w których powstaje żywność, i te, w których kończy się jej droga. Zagląda do magazynów w supermarketach i bankach żywności. Ludzkie portrety splata ze statystykami i opiniami ekspertów. Nie boi się również podawać w wątpliwość powtarzanych w mediach obiegowych opinii dotyczących marnotrawstwa.
„Na marne” to zbiór reportaży o naszych codziennych nawykach i doskonała lekcja odpowiedzialnej konsumpcji.

Rebecca Solnit, „Nadzieja w mroku. Nieznane opowieści, niebywałe możliwości”, Karakter

Opis wydawcy: Książka napisana przeciwko zwątpieniu. Płomienne wezwanie do działania na rzecz zmiany.
„Nadzieja tkwi w założeniu, że nie sposób przewidzieć, co się stanie w przyszłości, i że w tej szczelinie niepewności powstaje przestrzeń do działania” – twierdzi Rebecca Solnit. Nie zawsze jesteśmy świadomi tego, jak wielki wpływ na bieg historii mogą mieć drobne zdarzenia i nasze jednostkowe postawy. Zmiana rodzi się długo, ale czasem wystarczy iskra, by dokonała się w jednej chwili. Książka jest kroniką takich właśnie, zakończonych częściowym lub całkowitym sukcesem, przedsięwzięć podejmowanych przez mniejsze i większe grupy ludzi, którzy chcieli zburzyć istniejący porządek i zmienić świat na lepszy – od upadku muru berlińskiego i rewolucji zapatystów, poprzez marsze alterglobalistów, jaśminową rewolucję, aż po niebywałe akty solidarności i pomocy okazywanej w sytuacji klęsk żywiołowych lub nieoczekiwane zwycięstwa ekologów w walce o czystą energię.
„Wspólnie jesteśmy nad wyraz potężne i potężni i mamy za sobą rzadko wspominaną, rzadko pamiętaną historię zwycięstw i przeobrażeń, która może dodać nam otuchy i wiary w siebie, w to, że owszem, możemy zmienić świat, gdyż nieraz już nam się to wcześniej udało. (…) Trzeba nam litanii, różańca, sutry, mantry, wojennych pieśni na cześć naszych zwycięstw. Przeszłość odsłania się w blasku dnia i przemienić się może w pochodnię, którą nieść będziemy w noc, jaką jest dla nas przyszłość”.
       
        

Naomi Alderman, „Nieposłuszeństwo”, Marginesy

Opis wydawcy: Ronit jest doradczynią finansową, mieszka w Nowym Jorku. Kiedy umiera jej ojciec, szanowany rabin, nie może dłużej uciekać od przeszłości i wraca do ortodoksyjnej dzielnicy żydowskiej w Londynie, gdzie dorastała.
W rodzinnych stronach czuje się wyobcowana. Jej ojciec na swego następcę wybrał Dovida. A Dovid ożenił się z Esti, która kilkanaście lat wcześniej towarzyszyła Ronit w poszukiwaniu tożsamości seksualnej. Teraz jednak dzieli je przepaść.
W powieści przeplatają się dwa głosy. Jeden z nich to narracja Ronit, bezpośredniej i zadziornej czarnej owcy, która wyrwała się z konserwatywnej rodziny. Drugi mógłby należeć do Esti – pokornej, pogodzonej ze swoim losem, starającej się sprostać oczekiwaniom i w tradycji odnaleźć spełnienie. Opowieść o żydowskich zwyczajach staje się pretekstem do rozważań o sprawach uniwersalnych: słowie i milczeniu, wolności i obowiązku, buncie i pokorze, szczęściu i miłości, wreszcie – o religijności. Alderman unika jednak społecznych i psychologicznych uproszczeń. Nieposłuszeństwo to głos sprzeciwu wobec każdej ortodoksji, ale obrona świadomości religijnej.
To powieść o zderzeniu tradycyjnej religijności ze współczesnym światem, seksualności z duchowością, indywidualnych pragnień z wymaganiami społeczności, w której się żyje, i przykazaniami Boga, w którego się wierzy. O znaczeniu zmiany i o jej konsekwencjach. A także o nieposłuszeństwie, które tę zmianę napędza.
W 2017 roku zekranizował ją Sebastian Lelio, a w rolach głównych wystąpiły Rachel Weisz i Rachel McAdams.

Marcin Wilk, „Pokój z widokiem”, W.A.B.

Opis wydawcy:  Współczesne lato to przede wszystkim wakacje. W przedwojennej Polsce lato odróżniało się od innych pór roku tylko tym, że było cieplej.
Podróżowali oczywiście artyści, literaci, dziennikarze, a kurorty z roku na rok stawały się coraz nowocześniejsze (tak jak modernizowała się Polska). Ale nie wszędzie było tak kolorowo. Na wsi o wakacjach się nie marzyło. Krucho z marzeniami było także w województwach wschodnich, dziś określanych mianem Kresów.
Opisując ostatnie przedwojenne lato, Marcin Wilk zajrzał do Zakopanego, spędził trochę czasu w Gdyni, przyjrzał się Zaleszczykom, ale przede wszystkim zboczył z popularnych tras turystycznych. Przemierzając tereny Polski przedwrześniowej, postanowił dotrzeć do żyjących świadków epoki i wysłuchać ich opowieści o ostatnich tygodniach życia w pokoju.
Obrazy pamięci wzbogacone wycinkami z prasy i dokumentami epoki złożyły się w mozaikę o codzienności na moment przed apokalipsą.

Agnieszka Dauksza, „Jaremianka. Biografia”, Znak

Opis wydawcy: Maria Jarema. Ona o sobie zawsze: Jarema. O niej najczęściej mówią: Jaremianka. Kobieta awangarda. Emancypantka, zaangażowana aktywistka i zapalona pracoholiczka – niekwestionowany autorytet. Znajdowała się w centrum życia kulturalno-towarzyskiego międzywojnia i lat powojennych, zawierała znajomości, które przetrwały lata, wiązała się z interesującymi mężczyznami i to ona decydowała, kiedy przekuć te związki w trwałe przyjaźnie.
Jedna z najzdolniejszych i najbardziej charyzmatycznych artystek XX wieku. Malarka, rzeźbiarka, graficzka, projektantka kostiumów teatralnych, lalek i pomników. Dziewczyna ze Starego Sambora na Kresach, która przyjechała do Krakowa, by „wymyślić sztukę na nowo”. Studiowała pod kierunkiem Xawerego Dunikowskiego, współtworzyła Grupę Krakowską i teatr Cricot, właśnie z nią najchętniej współpracował Tadeusz Kantor.
Ukochana żona Kornela Filipowicza, matka Aleksandra, siostra bliźniaczka Nuny, ceniona przyjaciółka m.in. Różewiczów, Sternów, Przybosiów. W ich wspomnieniach jawi się jako wcielenie ruchu, zmienna, zachwycająca postać, która pozostawiała po sobie wrażenie niedosytu. Gdy poznała diagnozę swojej choroby, pracowała w zapamiętaniu, by namalować każdy kolejny obraz – chociaż jeszcze jeden. Jej prace wciąż zdumiewają nowatorstwem pomysłów, inspirują i prowokują. „Nie umarła” – twierdzili zgodnie jej bliscy. Zatem jak rozumieć wydarzenia z 1958 roku? I jak czytać pozostałe ślady? Gdzie jest Maria?

Lisa Halliday, „Asymetria” Wydawnictwo Literackie

Opis wydawcy: Jedna z 10 najważniejszych książek 2018 roku według „Time”, „New York Times” i vulture.com. Przyjęty z wielkimi owacjami amerykańskiej krytyki debiut młodej prozaiczki. Książka w stylu Philipa Rotha, jednak „bardziej Rothowska niż sam Roth”.
Dwie współczesne historie, które odbijają się echem i przecinają w zaskakującej asymetrii… Najpierw Mary-Alice – dwudziestoparoletnia asystentka w dużym nowojorskim wydawnictwie, inteligentna i utalentowana – w Central Parku poznaje wielkiego pisarza. Dzieli ich duża, prawie pięćdziesięcioletnia różnica wieku, łączy literatura i namiętność. On daje jej ciasteczka, podsuwa intrygujące lektury, spłaca studencki kredyt. Ona – ekscytujący seks, przywiązanie, dyskrecję. Mentor i uczennica.
Historia Amara jest inna, jednak tylko pozornie niezależna. To Amerykanin irackiego pochodzenia. Ma brooklyński akcent, dyplom ekonomisty i dwa paszporty, którym zawdzięcza zatrzymanie przez służby imigracyjne na londyńskim lotnisku Heathrow w drodze do Kurdystanu, gdzie ma odwiedzić brata. Zupełnie nieoczekiwanie staje się zakładnikiem konfliktu rozgrywającego się na Bliskim Wschodzie.
„Asymetria” to nadzwyczaj wciągający, błyskotliwy i aktualny debiut, który porusza istotne problemy i stawia szereg pytań na temat współczesnego świata. Czy różniąc się wiekiem, talentem, zarobkami i pochodzeniem, możemy się zrozumieć? Jaka relacja łączy życie i sztukę? Gdzie sięgają granice naszej wyobraźni i empatii?


Sigrid Nunez, „Przyjaciel”, Pauza

Opis wydawcy: Bezimienna główna bohaterka nagle traci przyjaciela, który bardzo wiele dla niej znaczył. Pozostaje po nim pustka … i wielki, przygarnięty przez niego dog arlekin. Kto miałby się nim zająć? Niechętna zwierzętom wdowa w podeszłym wieku? Nieobecna, skłócona ze zmarłym córka, która nawet nie pofatygowała się na pogrzeb?
W nagrodzonej prestiżową National Book Award z 2018 roku powieści Sigrid Nunez w sposób błyskotliwy i przenikliwy opowiada o nowojorskim środowisku literackim, problemach starzejącego się pisarza i codziennej pracy nauczyciela akademickiego. To również historia o przyjaźni, miłości i śmierci, jak też o wartościach, jakie do naszej egzystencji wnoszą zwierzęta. Kto komu bardziej pomaga w trudnych chwilach – one nam czy my im? Wzruszająca, mądra powieść o tym, co w życiu najważniejsze.

Wisława Szymborska, „Sto pociech”, Znak

Opis wydawcy: Pierwsze po ponad 50 latach wznowienie zbioru wierszy noblistki

Piąty w twórczości Wisławy Szymborskiej tom rozpoczyna jeden z najbardziej znanych liryków poetki: Radość pisania. W liczącym dwadzieścia siedem wierszy zbiorze znalazły się również takie utwory, jak: Spis ludności, Tomasz Mann i tytułowe Sto pociech. Szymborska snuje refleksję nad aktem artystycznej kreacji, pochyla się nad złożonością ludzkiej egzystencji.

Sto pociech jest ósmym tomem ukazującym się w prestiżowej kolekcji poezji Wisławy Szymborskiej. Edycję wzbogaca sześć rękopisów noblistki.

czerwca 05, 2019

Booknet (105): Okołoliterackie materiały tygodnia - do poczytania, posłuchania i obejrzenia

Booknet (105): Okołoliterackie materiały tygodnia - do poczytania, posłuchania i obejrzenia

Do poczytania po polsku:

Polecamy najfajniejsze książki dla nastolatków. Skrojone jak dobry serial

Trochę irytowało mnie to, że cały rynek wydawniczy postanowił iść za ciosem i na fali popularności "Opowieści na dobranoc dla młodych buntowniczek" (miliony sprzedanych egzemplarzy na całym świecie) zaczęły się ukazywać dziesiątki niekoniecznie dobrych książek o "girl power". Polecam zatem parę znakomitych.

Bywało lepiej. Podsumowanie roku 2018

Gdyby prześledzić polską poezję przez pryzmat działu recenzenckiego nobliwego a zacnego miesięcznika „Nowe Książki”, można by odnieść wrażenie, że zatrzymała się ona na pokoleniu „Nowej Prywatności”, a po nim ukazywały się już tylko wiersze jego uczniów, akolitów oraz ich kolegów i koleżanek. Karasek, Kisiel, Czyżewski, Pogonowska, Jankowski, Kuczkowski, Kielar, Niewiadomski, Zyman, Nicpan, Chojnowski, Mikołajewski, Jaworski, Moczulski, Rychlewski, Ferenc, Kozak, Kass, wreszcie: Lipska, Dehnel, Wróblewski, Jabłońska. To ostatnie pięć numerów z roku 2018. Gdyby nie te kilka nazwisk poetów i poetek utalentowanych, nadal ważnych, bez względu na wiek, można by pomyśleć, że w „Nowych Książkach” pisze się jakąś inną, osobną historię rodzimej poezji, w której jest miejsce na wszystko i wszystkich oprócz bieżącego życia literackiego. Nie taką historię chcę tutaj napisać i nie o takim roku opowiadać, wybaczą więc państwo, że większość z powyższych nazwisk więcej się tu nie pojawi.

W Polsce Ludowej Matka Boska miała ukazywać się na działkach. "Nim Heniek ją zobaczył, miał sen o pszczołach"

Objawień miał doznać w latach 80-tych Kazimierz Domański. Episkopat nie uznał "mistyka" z Oławy, mimo to zyskał on wielu zwolenników, którzy pielgrzymowali do jego ogrodów działkowych po uzdrowienie. Łukasz Orbitowski opisał historię Domańskiego w nowej powieści "Kult". Poniżej prezentujemy fragment.

David Foster Wallace. Niekwestionowana ikona amerykańskiej prozy

Został okrzyknięty pisarzem kultowym i genialnym umysłem już za życia. Od czasu samobójstwa w 2008 roku jego sława nieustannie rosła.

"Jesteś sisu" - to w Finlandii komplement. Chciałabym taki usłyszeć [PLEBANEK]

Jak być sisu? Wyjść poza to, co nas usypia, stępia nasz życiowy pazur. Człowiek z sisu podejmuje wyzwania i utrzymuje wysoki stopień adrenaliny. Sisu to działanie, nieustanny wysiłek, który daje poczucie wolności.


Elisabeth Asbrink: Szwedzi zawsze chcą być w czołówce. Prawa kobiet są trendy, więc wprowadzamy je szybciej niż inni

Elisabeth Asbrink: Jako naród mamy wyjątkowo krótką pamięć na swój temat. Neofaszyzm nie przyszedł do nas z zewnątrz, to my go eksportowaliśmy na Europę Zachodnią.

Polski facet ma być macho. Ale tak naprawdę boi się w sobie potencjalnego geja

Czy seks według Jana Pawła II naprawdę wyzwala? Czy podryw na hasło "Kocham, tęsknię, czekam w sraczu" jest skuteczny? Jak przetrwać wybuch bomby atomowej? I - przede wszystkim - jak zostać paryżanką? Odpowiedzi na te nurtujące pytania Michał Rusinek udziela w najnowszej książce "Niedorajda. Czyli co nam radzą poradniki".

Do posłuchania:

"Niewidzialna ręka" - prawdziwa historia. Maciej Wasielewski w Radiu Książki

Dwa miliony dzieci zrobiło dziesięć milionów dobrych uczynków. Nie, nie w Chinach czy Korei - zdarzyło się to w Polsce, w drugiej połowie XX wieku. Zachęcił ich do tego Maciej Zimiński, dziennikarz, harcerz, twórca akcji "Niewidzialna ręka", autor "Teleranka" i "Piątku z Pankracym". W Radiu Książki opowiada o nim i o akcji reporter Maciej Wasielewski.

Do obejrzenia:

Pierwszy zwiastun ekranizacji „Szczygła” Donny Tartt

Wytwórnia Warner Bros. opublikowała pierwszy zwiastun filmu na podstawie nagrodzonej Pulitzerem powieści „Szczygieł” Donny Tartt. Reżyserem ekranizacji jest John Crowley, który ma w dorobku nominowany do trzech Oscarów film „Brooklyn”.

Do poczytania po angielsku:

What We’re Reading This Summer

In the opening sentence of “Drive Your Plow Over the Bones of the Dead,” Olga Tokarczuk’s recently translated 2009 novel, Janina, the book’s unflappably independent and eccentric sixtysomething protagonist, announces, “I am already at an age and additionally in a state where I must always wash my feet thoroughly before bed, in the event of having to be removed by an ambulance in the Night.” Janina lives in a Polish village, close to the border of the Czech Republic, and she’s vaguely ill. (Maybe “he who suffers has special access to God,” she thinks at one point.) Her solitary days and nights are spent translating William Blake, constructing complex astrological charts, caring for the summer homes of wealthy neighbors, and keeping a hawk-like eye out for the silent animals that roam the surrounding land. Janina has organized her life around these varied forms of intense and meticulous observation; her mind is fixed to the present but fixated on eternity, and it excludes much of what comes in between. This makes her a wonderful and confounding narrator for a mysterious series of village deaths that make up the plot of “Drive Your Plow.” She hatches a theory—that the local animals are rising up against the people who eat and hunt them. Like Blake, or like an astrologer, or, perhaps, like a deer who intuits the end of her life in the sound of a footstep, Janina understands that the “largest things are contained in the smallest.” She writes long, anonymous letters to the police station, in which she describes the earth-spanning system of cruelty and violence that manifests in what we unthinkingly do. Of course, most of the villagers think Janina is crazy, but they underestimate her. (One of the subterranean questions at the center of the novel’s strangely coherent world: If we saw animals more clearly, if we respected their agency, would we then be able to hold them responsible for murder?) “Drive Your Plow” is exhilarating in a way that feels fierce and private, almost inarticulable; it’s one of the most existentially refreshing novels I’ve read in a long time.—Jia Tolentino

Turkey puts novelists including Elif Shafak under investigation

Prosecutors target authors whose fiction tackles difficult subjects such as child abuse and sexual violence

There are stories that want to be told: Elizabeth Gilbert

Elizabeth Gilbert, author of Eat Pray Love, is back with a sprawling saga, City of Girls, set in 1940s’ New York. War rages across Europe and knocks at America’s doorstep, but Vivian Morris — a young Broadway seamstress barely out of her teens — is living the dream, juggling a seemingly glamorous work life with a torrid personal one, sampling all the pleasures the city has to offer till suddenly one day.... In an email interview, Gilbert talks about how she writes, what inspires her to write, and what inspired this novel in particular.

*****************

Chcesz być na bieżąco? Polub bloga na Facebooku!

Zdjęcie: Unsplash

maja 31, 2019

Booknet (104): Okołoliterackie materiały tygodnia - do poczytania i obejrzenia

Booknet (104): Okołoliterackie materiały tygodnia - do poczytania i obejrzenia

Do poczytania po polsku:

Vedrana Rudan, pisarka: Kobieta w Chorwacji jest tylko do garów i do seksu

Kiedy ojciec wkładał mi rękę pod sukienkę, ona odwracała wzrok - chorwacka pisarka Vedrana Rudan opowiada jak nie potrafiła wybaczyć matce obojętności.

Tomasz Organek napisał książkę. Czy świetny muzyk może być świetnym pisarzem?

Kiedy Tomasz Organek postanowił poinformować swoich fanów, że napisał książkę, zacytował klasyka: "Czasami człowiek musi, inaczej się udusi". Trawestując inną część tej samej piosenki, można by dodać, że pisać każdy może, trochę lepiej, albo... no właśnie. "Teoria opanowywania trwogi" w księgarniach od 15 maja.

Pierwsza powieść Tomasza Organka "Teoria opanowywania trwogi". Historia podróży pełnej nieprzyjemnych niespodzianek [PRZECZYTAJ FRAGMENT]

"Do mieszkania obok wprowadzała się rodzina. Judasz zdradził. Tata, mama, dziecko, jeszcze jedno dziecko w wózku i kot w klatce. Oto armia, z którą przyszło mi walczyć" - przeczytaj fragment debiutanckiej powieści znanego muzyka Tomasza Organka "Teoria opanowywania trwogi".

Tomasz Jastrun: Role mamy i moja odwróciły się, gdy zachorowała na chorobę dwubiegunową. To ona stała się moim dzieckiem

"W dzieciństwie dostałem od tych osób najbliższych dużo miłości. Ojciec napisał kilka wierszy o mnie, bardzo pięknych. Miłość była w moim domu. Tam czegoś innego brakowało". Rozmowa z Tomaszem Jastrunem o jego matce Mieczysławie Buczkównie i ojcu Mieczysławie.

Big Book Festival ogłosił pełny program


"New York Times" nazwał ją "izraelską Szymborską". - W moim domu nie było książek, rodzice nie czytali. A jednak słowa mnie pasjonowały - mówi Agi Miszol

Izraelska poetka Agi Miszol została laureatką Międzynarodowej Nagrody Literackiej im. Zbigniewa Herberta. - Herbert to jeden z moich ulubionych poetów - mówi.

Rozmowa z Wiesławem Myśliwskim

"Książkę pisze się w równym stopniu świadomie, co nieświadomie. Pisze się jakiś fragment i nie wie się, dlaczego, ale takie fragmenty bywają najlepsze. Jakby to język sam je pisał, jakby język wiedział więcej, jakby był mądrzejszy od nas."

"Erotica 2022" - takiego filmu jeszcze w Polsce nie było. Cztery czołowe reżyserki i cztery czołowe pisarki łączą siły

Toksyczne związki, samotność i dawka zmysłowości. Kasia Adamik, Olga Chajdas, Anna Kazejak i Anna Jadowska reżyserujące opowieści Olgi Tokarczuk, Joanny Bator, Gai Grzegorzewskiej i Grażyny Plebanek. Na festiwalu w Cannes ogłoszono rozpoczęcie prac nad filmem "Erotica 2022".

Antonia Lloyd-Jones o tym, jak tłumaczy się polskie książki

Język polski jest tak zwinny, że biedny angielski goni go zdyszany – mówi Antonia Lloyd-Jones, tłumaczka m.in. powieści „Prowadź swój pług przez kości umarłych” Olgi Tokarczuk nominowanej do Międzynarodowej Nagrody Bookera.

Bednarz, Fryczkowska, Kowalska, Ryciak i Szpila nominowane do Nagrody Literackiej Gryfia 2019

Warszawskie Targi Książki to czas ogłaszania laureatów i nominowanych do kilku nagród literackich. Poznaliśmy już długą listę twórców, którzy mają szansę zdobyć Nagrodę Literacką Nike. Teraz przyszedł czas na fanalistki szczecińskiej Nagrody Literackiej Gryfia.

Nagroda Kapuścińskiego 2019. Zaremba Bielawski: Myślałem, że narażę się Polakom. A dotarła do mnie fala ciepła

- Zadzwoniłem do wydawcy z prośbą o przedłużenie deadline'u, bo jestem w depresji. Pogniewał się na mnie. Dopiero kiedy przeczytał "Dom z dwiema wieżami", powiedział: "Teraz ci wierzę". Maciej Zaremba Bielawski laureatem 10. edycji Nagrody im. Ryszarda Kapuścińskiego.

Olga Tokarczuk: Biodegradowalne sztućce? Też lajkowałam

O walce z fake newsami, odpowiedzialnym podróżowaniu, roli wyobraźni, literaturze i o tym, jak polski Kościół strzelił sobie w kolano rozmawiamy z Olgą Tokarczuk.

Jokha al-Harthi - pierwsza arabska autorka nagrodzona Man Booker Prize

Omańska pisarka Jokha Al Harthi została laureatką Międzynarodowej Nagrody Man Booker za powieść "Celestial Bodies" - ogłoszono w Londynie. Na krótkiej liście nominowanych była też zeszłoroczna laureatka nagrody, Olga Tokarczuk z powieścią "Prowadź swój pług przez kości umarłych"

20 tytułów nominowanych do Nike

Na Warszawskich Targach Książki ogłoszono 20 nominacji do Nagrody Literackiej "Nike". Kto zostanie 23. laureatem, dowiemy się w niedzielę 6 października.

Do obejrzenia:

Warszawskie Targi Książki. Czego poszukiwali czytelnicy?

Trudno było przecisnąć się z kamerą przez tłumy, które przybyły na jubileuszową, dziesiątą edycję Warszawskich Targów Książki. Podważając tym samym popularną teorię, że niby 'Polaków książki nie interesują'. Goście, w każdym wieku, pochwalili się swoimi zdobyczami, a pisarze poopowiadali na temat swoich najnowszych publikacji. Zobacz, jak wyglądają targi książki na Stadionie Narodowym!

Do poczytania po angielsku:

Memories of the Future by Siri Hustvedt review: Bursting with rage at the patriarchy and all its perceived failures

At the tail end of the 1970s, a young writer with the initials SH moves from the wilds of Minnesota into a tiny apartment in grimy, violent New York, where she intends, before taking up an academic post, to write her first novel, a murder mystery featuring a boy detective whose idol is Sherlock Holmes (note those initials).

5 fearless Arab feminist writers you should be reading right now

For Arab women, feminism dates back as far as the 19th century. Never ones to sit on the bench, some women from the region made sure to let their voice reach the edge of the world. 

What Is Writing and Does This Count as It?

As culture evolves, it becomes ever more difficult to answer the question “What is art?” If you spill spaghetti sauce, is that a painting? Does a squeaky floor count as a song? If you say, “You, too,” when a T.S.A. agent says, “Safe travels,” is that a comedy-inflected performance piece?

*****************
Chcesz być na bieżąco? Polub bloga na Facebooku!

Zdjęcie: Unsplash

maja 30, 2019

Fragment książki: Joanna Gierak-Onoszko „27 śmierci Toby’ego Obeda”

Fragment książki: Joanna Gierak-Onoszko „27 śmierci Toby’ego Obeda”
Fot. Arek Wierzbicki


Fragment tytułowego reportażu „27 śmierci Toby’ego Obeda”


1. 27 śmierci Toby’ego Obeda

Kiedy Toby Obed wreszcie się budzi, jest już wiosna.
Leży na wznak w niekrochmalonej pościeli, nie poznaje sufitu i ścian dookoła. Jeszcze przed chwilą spał spokojnym, farmakologicznym snem, a teraz jego neurony świecą do białości, usiłując poradzić sobie ze wszystkimi informacjami naraz.
Gdzie jestem? Dlaczego boli? Czy w końcu przestanie?
Toby rozgląda się, szuka widoku za oknem, jakiegoś punktu zaczepienia.
Ale jego wzrok wciąż ucieka na środek łóżka. To miejsce, gdzie powinny być teraz jego nogi i stopy, ale przykrywająca Toby’ego kołdra leży płasko.
Toby myśli, że ma halucynacje – tak się czasem zdarza po większym piciu. Chce przetrzeć powieki, podnosi do oczu ręce. Ale poniżej lewego łokcia nic już nie ma.
Patrzy w prawo. To, co zostało z drugiej dłoni, jest zawinięte w gruby bandaż.
– Chwileczkę! Gdzie się podziały moje nogi? I coście, kurwa, zrobili z moimi rękami?!
Nad łóżkiem pochyla się kobieta w białym fartuchu.
– Tak się cieszę, że się obudziłeś! Nie byliśmy pewni, czy się uda. Toby, jesteśmy w szpitalu w St. John’s, w stolicy Nowej Fundlandii i Labradoru. Już marzec. Niedawno były twoje dwudzieste drugie urodziny. Powiem ci, że naprawdę masz co świętować.
Ale Toby nie zgadza się ani na marzec, ani na nowe, okrojone ciało. Nie pamięta, żeby ktoś z nim te zmiany ustalał.
Ostatnie, co pamięta, to impreza w Happy Valley-Goose Bay, ponad tysiąc sześćset kilometrów na północ od jego łóżka, które od dziś będzie zawsze wydawać się za długie.

* * *
Goose, jak mówi się o nim na co dzień, to miasteczko na półwyspie Labrador – w tej części Kanady, która jednocześnie sięga na wschód, do Atlantyku, i na północ, w stronę Arktyki. Mieszka tu dziś nieco ponad osiem tysięcy ludzi. Goose powstało z połączenia dwóch miejscowości: Szczęśliwej Doliny i Zatoki Gęsi, ale sielska nazwa miasteczka jest myląca. Bo powodem jego istnienia jest wojna.
W latach czterdziestych gazety pisały, że w Morzu Labradorskim pojawiają się wieżyczki niemieckich U-Bootów. Od kiedy do wojny przystąpiły usa, było jasne, że w tym rejonie musi jak najszybciej powstać silna baza wojskowa, by bronić kontynentu. Do Goose na budowę ściągano mężczyzn ze wsi rozsianych po całej labradorskiej ziemi. Pracowali na kilka zmian. Aprowizacja liczyła, że dziennie potrzebowali od czterech do pięciu tysięcy paczek papierosów.
Robotnicy dostawali ułamek wynagrodzenia ludzi pracujących w głębi kraju, ale nie narzekali. Żalili się tylko na jedno – żeby przenieść się do pracy na budowie, musieli pozamykać domy. A to oznaczało tyle, że przed wyjazdem musieli pozabijać swoje psy.
W 1943 roku Goose było uznawane za największe lotnisko na świecie. Po wojnie zostało ważnym skrzyżowaniem, przez które biegną lotnicze, asfaltowe i morskie ścieżki Labradoru. W czasach pokoju szkoliły się tu jednostki nato, a zarządzane przez wojsko tereny miały być zapasowym lądowiskiem dla pojazdów kosmicznych nasa.
Ale Goose na zawsze zostało miastem zapasowym. Ominęła je wojna, nie wylądował tu żaden prom kosmiczny, a oddziały nato wycofały się z bazy w 2010 roku. Dziś przyjeżdża się tu po telefony satelitarne – można je wypożyczyć za darmo, nim wyruszy się w trasę po okolicy, co ma ułatwić pracę policji i ekipom poszukiwawczym, gdyby turysta zabłądził. Połykając kilometry w drodze przez Labrador, można wpaść do Goose na kiełbaski z mięsa karibu albo na panierowane dorszowe języczki. Kiedyś było to jedzenie biedoty, a dziś elegancka przystawka w cenie trzynastu dolarów za porcję.
W Goose robi się też duże zakupy – to stąd łodzie, skutery śnieżne i lądujące na wodzie samoloty wiozą zapasy w kierunku maleńkich miejscowości położonych w mało gościnnych fiordach i zatoczkach Labradoru.
Mieszkańcy tej krainy mówią, że nigdzie na świecie nie jest się tak daleko od życia jak tutaj. Można znaleźć ścieżki, po których nikt wcześniej nie stąpał. Góry, których nikt nie zdobył. Widoki, którymi nie miał się kto zachwycać. To właśnie jest Labrador, Wielka Kraina. Tu słychać, jak rusza się Ziemia, powiadają.
Ale miasteczko, które nazywa się Szczęśliwą Doliną i Zatoką Gęsi, nie przyniosło Toby’emu Obedowi szczęścia. To tutaj Toby umarł po raz dwudziesty szósty.
Było to tuż przed dwudziestymi drugimi urodzinami, osiemnaście lat po pierwszej śmierci.

* * *
Kiedy mieszka się w maleńkiej osadzie wielorybników na dalekim Labradorze, wyprawa do Goose jest wielką odmianą. Toby wybrał się tam, żeby odwiedzić kuzyna. Dawno się nie widzieli, otworzyli butelkę. Potem przyszedł kolega:
– Co tam słychać, no to się może napijemy.
Napili się.
Resztę dopowie pielęgniarka.
– Policjanci znaleźli cię w śniegu dopiero następnego dnia. Byli przekonani, że nie żyjesz.
Toby trafił do Miller Center, placówki dla weteranów wojennych, gdzie chirurdzy, rehabilitanci, psycholodzy i protetycy holują okaleczonych ku życiu. Lekarze utrzymywali Toby’ego w śpiączce farmakologicznej przez dwa miesiące, próbując go wyciągnąć z głębokiej hipotermii.
– Udało się, ale musieliśmy cię amputować – powie nad łóżkiem pielęgniarka.
– Nie wiem, co ty do mnie mówisz, kobieto. Oddajcie mi moje nogi! Oddaj mi natychmiast moją rękę!
– Jesteś dzieckiem szczęścia, Toby. Bardzo ci współczuję.

* * *
Od tamtej nocy minęło ćwierć wieku. Wiosną 2018 roku Toby Obed ma czterdzieści siedem lat, a jego lustrem jest pięciuset Inuków z Wioski Nadziei.
Zanim przybyli tu Europejczycy (w tym portugalski władca ziemski, czyli lavrador), na tych ziemiach mieszkały rdzenne społeczności, takie jak Inuici oraz Innu. Jedni drugich przezywali „Eskimosami”: eskimo to zjadacz surowego mięsa. Termin ten przejęli biali antropolodzy i archeolodzy, dla których Eskimosi to zbiorcza, pojemna nazwa ludzi Północy: od Labradoru przez kanadyjską Arktykę i Alaskę aż po Kamczatkę.
W Europie nadal tak się mówi. Za to w Kanadzie tego języka już nie wypada używać, bo jest narzucony, dyskryminujący, krzywdzący. Mieszkańcy północnych prowincji nazywani są tu teraz tak, jak sami sobie życzą. W ich języku, czyli w inuktitut, Inuk oznacza człowieka, istotę ludzką, a inuit – ludzką społeczność.
I tak właśnie widzi ich i siebie Toby Obed – nie jak eksponaty, lecz jak ludzi.
Garnie się do nich, bo są jednocześnie jego lustrem i dowodem tożsamości, ważniejszym od kanadyjskiego paszportu.
– Cieszę się, gdy któryś sąsiad wtrąci tak przy okazji: och, Toby, zrobiłeś dokładnie taką samą minę jak twoja matka. Albo: chodzisz zupełnie jak twój ojciec, z daleka można by was pomylić. Jestem wtedy taki szczęśliwy! Bo to znaczy, że oni jednak byli – a teraz zostałem po nich ja.
Najważniejsze dla Toby’ego słowa: „Ty to jesteś cała matka”.
Kiedy Toby chce zobaczyć mamę, sięga prawą ręką do policzka. Gładka, napięta skóra, bez porów, bez jednej zmarszczki. Wysokie, mocne kości policzkowe. Nad nimi głęboko osadzone, wąziutkie oczy schowane pod grubymi, czarnymi brwiami. Włosy Toby’ego to pieprz i sól. Czarne i lśniąco białe, nic pośrodku. Gęste i sztywne, długie aż do drobnej, trójkątnej brody.
Czy takie właśnie, druciane włosy miała mama? Czy takie oczy, małe, czarne, że aż trudno odróżnić źrenicę od tęczówki?
Tego Toby nie wie.
– Nie mam żadnego zdjęcia. Nie pamiętam, jak wyglądała. Nie wiem więc, skąd jestem i po co.

* * *
Imię Tobijahu w języku hebrajskim oznacza „Jahwe jest mym skarbem”. To słowo pocieszenia dla kogoś, kto stracił wszystko i nie ma nadziei. W tradycji Starego Testamentu Tobiasz ślepnie i umęczony błaga Boga o śmierć. Ale Bóg ma wobec niego inne plany. Święta księga uczy, że wielkie cierpienie Tobiasza nie stanowi dla niego kary, lecz życzliwą próbę. Kochający Bóg najpierw zsyła męki, lecz za posłuszeństwo i lojalność przewiduje w swoim czasie nagrodę. To opowieść dydaktyczna – ciosy od losu trzeba rozumieć jako znaki od miłosiernego Boga.
Prorocze imię dała Toby’emu matka.
Dzieci miała pięcioro. Trudno było im wytrzymać w domu. Rodzice nie za dużo się nimi zajmowali. Pili. Emily i Sonny, czyli Syneczek, byli starsi mniej więcej o dziesięć lat od reszty dzieci. To oni opiekowali się maluchami: Sarą, Eliasem i Tobiasem.
Skąd w odległej wielorybniczej osadzie takie imiona?
Kiedyś to miejsce nazywało się Arvertok, co w języku Inuitów oznacza Miejsce Wielorybów. Na wieloryby polowano tu w miesiącach zimowych – Inukowie mieszkali wtedy w domach ukrytych głęboko w surowej, niegościnnej ziemi, częściowo tylko widocznych ponad jej powierzchnią. Chowali się tam przed dojmującym wiatrem, a z wiosną, gdy kończył się sezon na wieloryby i foki, przenosili się w głąb lądu. Brali ze sobą namioty z foczej skóry, szli polować na mięsodajne karibu. Schylali się po owoce, które oszczędnie wydzielała tundra, i szykowali się do przetrwania kolejnej zimy.
Ten rytm zaburzyli mieszkańcy Starego Kontynentu, pochodzący z Moraw niemieccy menonici, misjonarze z protestancką etyką pracy. Przygnał ich tu imperatyw pomnażania majątku i zapełniania kościelnej scholi. Nie rozumieli ludzi podążających niespiesznie za cyklem natury. Żarliwie pragnęli harować w trudnych warunkach w imię handlu – Europa miała wielki apetyt na naturalne, ciepłe futra. Na tym wyrosły fortuny, o których dziś mówi się w Kanadzie „stare pieniądze”. Morawscy osadnicy zachwycili się płytkimi wodami pełnymi fok i gęstymi lasami pełnymi lisów. W 1782 roku przemianowali Miejsce Wielorybów na niemieckie Hoffenthal, Wioskę Nadziei.
Przywieźli to samo, co zazwyczaj brali ze sobą ci, którzy mówili, że odkrywają nowe lądy: słowo Boże, narzędzia, broń, warzywa i choroby. Do tej pory Inukowie jedli zwierzęta – żuli surowe mięso, wysysali z kości szpik, zjadali wątrobę, nerki oraz przede wszystkim żołądki wraz z lekko nadtrawioną, zazwyczaj roślinną zawartością. Ich dieta była wysokobiałkowa, wysokotłuszczowa, pełna witamin i właściwie pozbawiona cukru. Ale pojawili się Europejczycy z marchwią, burakami i ziemniakami. Z sypkim cukrem i białą mąką. Mieszkańcy Labradoru zaczęli tracić zęby i chorować. Cukrzyca, miażdżyca, nowotwory – to też były dary, jakie przywieźli ze sobą biali osadnicy. Do dziś Labrador się po nich nie podniósł. Do dzisiaj żyje się tu średnio dziesięć lat krócej niż w innych częściach Kanady.
Menonici zdobywali te ziemie waltornią i puzonem. Biorąc Haydna i Bacha na sojuszników, wierzyli, że Inuici zachwycą się barokowymi mszami i otworzą dusze na obcego Boga. Do dziś w najmniejszej nawet osadzie można znaleźć orkiestrę dętą, grającą kantaty Bacha na pustkowiu kanadyjskiej tundry.
Misjonarze z radością dzielili się nutami, ale mówili, że ich Bogu nie podoba się, jak sypiają ze sobą gospodarze: bez sakramentu, w kilkoro, przy dzieciach. W lokalnej tradycji życiowy partner czy życiowa partnerka byli właśnie tym: wspólnikiem, osobą, dzięki której życie było znośniejsze albo w ogóle możliwe. Rodzina była przedsiębiorstwem do spraw przetrwania – a kochać ludzie chcieli się z tymi, którzy im się podobali, niekoniecznie z tymi, z którymi współpracowali, by przeżyć. Czasem pod jednym dachem mieszkało kilka rodzin, nie trzeba było chodzić daleko, by sięgnąć po ciepło i seks.
Misjonarze z Moraw przypłynęli, by oznajmić gospodarzom, że żyją oni w grzechu i obrażają Boga, który wiódł swój naród w upale przez piaszczystą pustynię. Mieszkańcy tych ziem nie rozumieli, co znaczy grzech, nie widzieli nigdy piaszczystej pustyni.
Dziś niemieckich osadników już tu nie ma – przegrali wojnę o futra z imperium handlowym Kompanii Zatoki Hudsona (Hudson’s Bay Company, hbc) i opuścili Wielką Ziemię. Zostały po nich kamienne groby, resztki drewnianych zabudowań menonickiej misji i zwyczaj nadawania biblijnych imion inuickim dzieciom. Z czasem, gdy tą częścią świata zawładnęła brytyjska monarchia, zmieniono nazwę – z Hoffenthal na Hopedale.
Niewiele więcej się tu zmieniło.
Dziś, kiedy wpływa się do Hopedale od strony zatoki, widok jest właściwie taki sam jak dwieście lat temu: niewielkie parterowe domki skupione wokół surowych, mało gościnnych wybrzeży Atlantyku. Osada leży na niemal jałowych skałach, ozdobionych gdzieniegdzie roślinnością tundry. Daleko od brzegu zaczyna się las, choć to nieodpowiednie słowo. Za Hopedale rozciąga się gęsta świerkowa puszcza, pełna zwierząt nieznających zapachu człowieka.
Nie zmienił się też taniec świateł. Tańczące Zorze, Aurorae Borealis, Światła Północy. Czasem widać je także w Hopedale. To firany, kolorowe kurtyny, wielkie migoczące płachty na niebie. Naukowcy twierdzą, że burza słoneczna rozpędza w kosmosie cząsteczki, które zderzają się z górną warstwą atmosfery, wyzwalając reakcje w polu magnetycznym Ziemi. Od długości fal zależy spektrum i barwa – zorze są tu zielone, turkusowe, żółte, czasem nawet liliowe.
Mieszkańcy mówią, że to po prostu jasność, na co dzień uwięziona w skałach Labradoru, próbuje wydostać się na świat. Kiedy na świat próbował wydostać się Toby, jasność była już na powrót zamknięta w kamieniach.
Jego matka prawdopodobnie klęczała wtedy na materacu, bo tak rodzi się tu dzieci, zgodnie z instynktem i grawitacją. Rodziła prosto na ręce położnej. Położne mają tu zresztą swoje sposoby: obwiązują rodzącą pasem foczej skóry, masują nim brzuch, i umiejętnie zaciskając, pomagają wypychać dziecko na szczycie każdego skurczu.
Toby z wielką wdzięcznością myśli o kobiecie z foczym pasem i z wytatuowanymi w czarne wzory dłońmi.
– Niech Bóg ma w opiece duszę tej, która sprowadziła mnie na świat, wprost na posłanie mojej matki. To pierwsza dobra myśl o moim życiu, wiele więcej ich nie mam.
Pierwsze wspomnienie Toby’ego: czerwone sukno munduru i równo przyszyte, błyszczące złote guziki. To wspomnienie nadal silne, bardzo żywe, jak uderzenie w brzuch. Zaczęło się zresztą od uderzenia, od walenia pięściami w drzwi.
Potem do domu weszły obce kobiety i oficer policji konnej rcmp2. Widuje się ich na kartkach z Kanady, tych stylowych, robionych na vintage. A tu nagle policjant z pocztówki stanął na progu w czerwonym mundurze i powiedział:
– Dzieci, przyszła opieka społeczna, musimy was zabrać.
Rodzice byli zaskoczeni, bo tamci przyszli bez uprzedzenia. Nie było jak się pakować, nie było jak się żegnać.
– Poszliśmy tak, jak staliśmy. Potem dowiedzieliśmy się, że w takich sytuacjach rodzice raczej nie mieli wyjścia. Za niewydanie dzieci groziły kary, w tym areszt i odebranie prawa do zasiłku, z którego żyła większość rodzin w okolicy. Czy stawialiśmy opór? Nie pamiętam. Czy płakaliśmy? Płakaliśmy wszyscy. Emily miała trzynaście lat, Sonny piętnaście, a ja tylko cztery lata. Wtedy, w 1975 roku, na progu koło butów konnego policjanta umarłem po raz pierwszy. Wsiedliśmy do małego samolotu, który mógł lądować na wodzie. Polecieliśmy jakieś dwieście kilometrów na południe, do North West River. Najpierw zabrali nas do szpitala. Tam zbadano, czy nic nam nie jest. Rutynowe oględziny: czy nie ma aktywnej infekcji, pasożytów, niedożywienia. I czy nie było krzywdy.
Nieopodal szpitala, w malowniczym świerkowym lesie, stała szkoła. Nazywała się Yale. Niektórzy studenci słynnej amerykańskiej uczelni chcieli wspierać wyprawy naukowe i badawcze na subarktyczne wybrzeża Labradoru. Czasem nawet przyjeżdżali jako „wopy”, workers without payment, pracownicy bez wynagrodzenia, albo posyłali pieniądze. To z wdzięczności za ich datki szkołę w lesie nazwano imieniem wielkiego uniwersytetu. Do dziś na stronie amerykańskiej uczelni można znaleźć informację o sponsorowaniu szkoły w North West River.
W odróżnieniu od większości kanadyjskich residential schools, czyli szkół z internatem, ta była świecka. Nigdy by nie powstała, gdyby nie misja brytyjskiego lekarza, Wilfreda Grenfella, który postanowił otoczyć mieszkańców Labradoru opieką medyczną – nowoczesną i według europejskich standardów. Zakładał punkty pielęgniarskie i proste przychodnie zarówno w trudno dostępnych osadach na lądzie, jak i na łodziach kursujących między topniejącymi krami. Czasem maszerował do pacjentów przez zamarznięte morze, wioząc ekwipunek psim zaprzęgiem. Nazywano go bohaterem, „muskularnym chrześcijaninem”, zbawcą Północy. Dostał za to szlachecki tytuł i założył dobroczynne stowarzyszenie swego imienia.
Słynne już wówczas Międzynarodowe Towarzystwo Grenfell (International Grenfell Association, iga) poszerzało swoją działalność – w północno-wschodniej części dzisiejszej Kanady inwestowało nie tylko w ochronę zdrowia, ale i w edukację. W 1926 roku w malowniczej miejscowości North West River, w samym sercu Labradoru, obok szpitala postawiono także szkołę.
O pieniądze na działalność starał się sam sir Wilfred. Choć misje działały także w Nowej Fundlandii, nazwę tej wyspy skrzętnie omijano, bo tamtejsze warunki życia były za bardzo zbliżone do tych w usa, a przez to mało egzotyczne. Więcej znaczyło hasło „Labrador”, dlatego Grenfell niestrudzenie je eksponował. Chętnie pozował do fotografii w futrzanych rękawicach i mufkach oraz w wielkich, wyszywanych zimowych butach (choć zimy spędzał zazwyczaj w ciepłym domu w Vermont albo odwiedzając znakomitych sponsorów w wielkich amerykańskich metropoliach). Był porywającym mówcą, opowieściami o biedzie Inuitów zapełniał Carnegie Hall w Nowym Jorku i Massey Hall w Toronto. W sprawie pieniędzy występował nawet dwa razy dziennie.
Na spotkaniach z przyszłymi sponsorami pokazywał fotografie inuickiego dziecka chodzącego o kulach podpisane: „Biedna osierocona kaleka z Labradoru” albo zdjęcie chłopca z zabandażowaną głową i z napisem: „Nie zapomnij ty o mnie”. Inuici i księża pracujący na miejscu protestowali: to krzywdzące i niesprawiedliwe. Ale w oczach Grenfella służyło sprawie, bo poruszało serca i otwierało portfele.
Jego organizacja zaczęła wkrótce uchodzić za plaster na wyrzuty sumienia amerykańskiej burżuazji. O szkole, do której trafi potem Toby i jego rodzeństwo, „New York Times” napisał, że to „przedsiębiorstwo miłosierdzia”. Fundusze na misje Grenfella miłosiernie zbierano na rautach w Metropolitan Opera, lunchach w najwytworniejszych nowojorskich restauracjach i podczas przyjęć ogrodowych wydawanych przez kobiety dysponujące czasem i pieniędzmi.
Wkrótce tradycją rodzinną wielu elitarnych, zasobnych domów stało się wysyłanie dorastających dzieci na wopskie misje do Labradoru – robił tak między innymi John D. Rockefeller. Ale poza pracą i czekami amerykańscy sponsorzy oferowali także pomoc materialną. Towarzystwo opłacało kosztowny transport lotniczy, a potem pracownicy misji rozpakowywali dary. Jak zanotuje w pamiętniku jedna z działających w North West River kobiet, znaczna część darowanej pościeli była w takim stanie, że ze względów sanitarnych nadawała się już tylko do spalenia.
Co do ubrań, to często po prostu wietrzono szafy. Wiele darów było nadjedzonych przez larwy i mole, zarobaczonych i spleśniałych. Na potrzeby szpitala, gospodarstwa i pracujących przy wyrębie lasu robotników dobroczynne Amerykanki słały na drugi koniec kontynentu muślinowe bluzki, pończochy, pantofle na obcasach, wiązane babcine czepce i ozdobne kapelusze. Jeśli były w wystarczająco dobrym stanie, część ubrań przerabiano na patchworki albo szyto z nich szmaciane chodniki.
Ale najczęściej po prostu rozpalano ognisko. W zamian za dary sponsorzy oczekiwali dowodów wdzięczności. Korzystający z pomocy oraz obdarowywani byli zobowiązani do świadczenia pracy (iga uważało, że pomoc bez zapłaty jest dla korzystających upokarzająca). Z Labradoru do usa i Kanady wędrowało więc rękodzieło, zdobione makaty, futrzane rękawice, kurtki i futra.
Dobroczyńcy oczekiwali informacji, co dzieje się z ich datkami. W latach 1903–1981 towarzystwo Grenfell wydawało kwartalnik „Pomiędzy Rybakami Głębokich Mórz”, w którym informowało sponsorów o swej działalności w północnych ziemiach dzisiejszej Kanady. W 1941 roku szkołę Yale położoną w świerkowym lesie z dumą opisano tam w następujący sposób: „Jest to instytucja najwyższej klasy. (...) Uczniowie z internatu mieszkają w chatach, jednej dla chłopców i jednej dla dziewcząt. (...) Każda chata ma kury i ogródek na czas wiosny i zimy, istnieje więc współzawodnictwo. Ci, którzy odwiedzają Northwest3 River oraz Hamilton, są pod ogromnym wrażeniem najlepszych manier oraz widoku ożywionych, rozpromienionych dzieci. To w ogromnej mierze zasługa szkoły”.
Uwagę gości zwracało bardzo wydajne gospodarstwo powiązane ze szkołą, które „daje odpowiednio dużo warzyw, by zaspokoić potrzeby szpitala, szkoły, a także niektórych [innych naszych – j.g.-o.] stacji w Labradorze. Latem pani Paddon razem z miejscowymi kobietami robią przetwory – z ryb, zielonych warzyw, jagód – na potrzeby szkoły i szpitala w miesiącach zimowych”.
Kto pracował na grządkach i w polu, kto pracował w chlewie i w oborze – tego się już czytelnicy nie dowiadywali.
Wkrótce z okazji półwiecza misji towarzystwo Grenfell pochwali się, że uczy inuickie dzieci „czystości, higieny, pewnych wystarczających podstaw akademickich oraz tego, jak żyć, odnosząc sukcesy w swej ojczyźnie. Dziewczęta dowiadują się, jak prowadzić gospodarstwa domowe i opiekować się dziećmi, jak odpowiednio zaplanować jadłospis; chłopcy zaś uczą się rzemiosła, rolnictwa dopasowanego do warunków Północy, poznają łodzie, maszyny, sprzęt etc., co będzie im przydatne w życiu w społecznościach subarktycznych. Internaty są prowadzone tak, jak domy, a dzieci wykonują w nich tyle pracy, ile to tylko możliwe”.
Kiedy Toby i jego rodzeństwo trafili do szkoły dumnej z pracy dzieci, mieszkało tam prawie trzystu uczniów.
Szkoła to już nie były dwie chaty, tylko trzy osobne budynki mieszkalne. W pierwszym domu umieszczano dzieci małe, od noworodka do sześciolatka. Maluchów było niewiele, trzydzieścioro, czasem czterdzieścioro.
W domu juniorów mieściło się jakieś sto, sto dwadzieścia łóżek. Mieszkały tam dzieci szkolne, między siódmym a piętnastym rokiem życia. Na dawnych fotografiach widać niezbyt okazały budynek, ledwie dwupiętrowy. Dwa skrzydła po nie więcej niż cztery okna każde. Odebrane dzieci musiały się tam jakoś stłoczyć.
Nieopodal stał jeszcze dom dla najstarszych uczniów. Tych było najwięcej, bo prawie półtorej setki. Dopiero po przejściu domu dla seniorów, jak mawia Toby, i po skończeniu szesnastu lat zezwalano na opuszczenie szkoły.
Ale do tego droga jeszcze daleka.
Na razie jest rok 1975, a mali Obedowie po badaniu fizykalnym, bez rodziców i bez prawa do zadawania pytań stoją przed osobnymi wejściami do budynków, w których zostaną zamknięci na najbliższych pięć lat.
– Oczywiście rozdzielili nas, moje rodzeństwo było z innej kategorii wiekowej. Nie rozumiałem tego. Jeszcze rano miałem rodzinę, a teraz nagle zostałem sam, choć miałem tylko cztery lata. Wszystkiego, co wiem o życiu, nauczyłem się tam, w internacie, w domu dla juniorów w North West River. To były lekcje obowiązkowe, których nie chciałem. Arytmetyka czy gramatyka były najmniej istotne, przede wszystkim trzeba było się w miarę szybko nauczyć i orientować, kto jest przyjacielem, a kogo należy unikać. Dokąd i którędy chadzać, a za jakie drzwi przenigdy nie zaglądać. Co wolno powiedzieć, a o czym całymi latami milczeć. Byłem przedszkolakiem, kiedy zrozumiałem, że tak jak bezwiednie i automatycznie oddycham, tak samo muszę bezustannie i odruchowo upewniać się, czy jestem bezpieczny. Bez przerwy sprawdzałem, czy nic mi nie grozi. W takich okolicznościach alarm wyje w głowie przez cały czas.
Toby Obed, Kanadyjczyk z Labradoru, nie mówi o sobie, że jest absolwentem szkoły Yale, prowadzonej w North West River przez organizację charytatywną Grenfell.
Mówi:
– Jestem ocaleńcem. Przeżyłem, utrzymałem się przy życiu.

* * *
O tym, co działo się w szkole, Toby opowiada, jakby odskoczyła jakaś sprężyna, jakby otworzyła się szuflada z teczkami puchnącymi od policyjnej dokumentacji. Mówi i mówi, spokojnie, metodycznie, jakby relacjonował coś, co zdarzyło się komuś innemu. Nie przestaje przez blisko dwie godziny.
W przedszkolno-szkolnych wspomnieniach Toby’ego Obeda niewiele jest ćwiczeń z kaligrafii, nauki budowania łodzi albo nawet obowiązkowej pracy w oborze. Powtarzają się za to następujące słowa klucze:
świst, wizg, trzask (tak śmigał bat);
język, akcent, bicie (za mówienie w inuktitut należało się lanie);
komórka, ciemność, głód (triada, która obezwładni każde dziecko, bez wyjątku).
Dowiaduję się od Toby’ego, że posikać się ze strachu to żadna przenośnia.
W jego wspomnieniach wyróżnia się jedna wiodąca osoba: nauczycielka, Miss Devil, Panna Diabeł.
– Kazała nam patrzeć – mówi Toby. – Nie chciałem, ale żadnemu dziecku nie wolno było odwrócić buzi.
Swoje szkolne lata Toby podsumowuje tak:
– Dorośli na zewnątrz wiedzieli. Nic z tym nie zrobili.

* * *
Kiedy Toby wspomina szkołę, opowiada obrazami pełnymi szczegółów – choć to wszystko zdarzyło się ponad czterdzieści lat temu. Opowiada o poszczególnych dniach, konkretnych nocach, ale też o tym, co wyniósł w dorosłość ze szkoły Yale.
– Wciąż się bałem, co znów mi zrobią. Potem już całe życie wyczekiwaliśmy, skąd padnie cios. Całe życie na czworakach, skuleni. Szkoła minęła, ale skulenie nie.
Do dziś Toby zadaje sobie pytanie, czy przypadkiem nie zasłużył na karę. Czy odgadł, czego się od niego wymaga? Czy robi, co mu każą? Czy odezwał się, jak trzeba, czy odszedł w porę, czy może znów sobie z czymś nie poradził?
Co teraz ze mną zrobią? Co mnie za to spotka? – te pytania zapierały dech w piersi i wtedy, w szkole, kiedy Toby miał cztery lata – i na łóżku, w białej pościeli, kiedy pielęgniarka powiedziała, że go amputowano.
To, co działo się w drewnianych ścianach Grenfell, było straszne – z czasem stało się jednak normą. Ale nie dawało się przywyknąć, że wokół nie ma nikogo, komu można by o tym opowiedzieć. I kogo można by poprosić nawet nie o ratunek, nie o interwencję, bo na to dzieci już nie liczyły, ale choćby o otuchę.
Toby nie wiedział, że jego imię zawiera pocieszenie dla tych, którzy nic nie mają. Czekał zmiłowania, które latami nie nadchodziło. Nie miał też poczucia, żeby był dla kogokolwiek skarbem.
– Masz cztery lata, potem sześć, dziesięć i wiesz, że nikogo, ale to nikogo nie obchodzisz.
Rozumiał tyle, że jest niepotrzebny i urodził się na marne. Że nikt go nie uratuje, że nie da się dla niego nic zrobić i musi być, jak jest.

* * *

Joanna Gierak-Onoszko „27 śmierci Toby’ego Obeda”, Dowody na Istnienie

maja 22, 2019

Booknet (103): Okołoliterackie materiały tygodnia - do posłuchania i poczytania

Booknet (103): Okołoliterackie materiały tygodnia - do posłuchania i poczytania


Do poczytania po polsku:


"Serotonina" Michela Houellebecqa. Najgłośniejsza książka roku to niesłychanie zabawna powieść o depresji [ORLIŃSKI]

"Serotonina" jest tragikomedią romantyczną, która, owszem, w tle ma zagładę Unii Europejskiej. Na pierwszym planie jest tu jednak miłość.

Warszawskie Targi Książki 2019 w pigułce: co, gdzie, kiedy?


10. Warszawskie Targi Książki odbędą się w dniach 23-26 maja na Stadionie Narodowym.

Jest potrzeba, by świat znów był zaczarowany


W 1983 r. na działkach w Oławie Kazimierzowi Domańskiemu rzekomo objawiła się Matka Boska. Działkowiec zbudował w swojej altance ołtarzyk i zawiadomił miejscowego proboszcza. Po nagłośnieniu sprawy przez lokalne media zaczęły przybywać tutaj setki ludzi

Apel nominowanych poetów, którzy podzielili się nagrodą Silesiusa. Prezydent Wrocławia reaguje


Podczas wczorajszej gali Wrocławskiej Nagrody Poetyckiej Silesius doszło do bezprecedensowej sytuacji. Trzech poetów nominowanych do Silesiusa w kategorii „debiut” – Maciej Bobula, Michał Domagalski i Jan Rojewski – oświadczyło, że w geście solidarności chcą podzielić pomiędzy siebie nagrodę w wysokości 20 000 złotych. Dzisiaj prezydent Wrocławia Jacek Sutryk doceniając ten gest i rozumiejąc trudną sytuację, w jakiej znajduje się wielu twórców kultury, zwiększył każdemu z nich kwotę nagrody o równowartość mediany zarobków w Polsce (2500 złotych).

Poznaj gości 8. edycji Festiwalu Miłosza!

Już między 6 a 9 czerwca Festiwal Miłosza będzie gościł wyjątkowych poetów i poetki z Polski i zagranicy. W tegorocznym centrum festiwalowym, Narodowym Starym Teatrze im. Heleny Modrzejewskiej, w księgarniach festiwalowych, kawiarniach i klubach, w których poezja będzie w te dni najważniejsza – wszędzie tam brzmieć będzie poetycki wielogłos naszych gości. Dzisiaj prezentujemy ich sylwetki i twórczość i przypominamy, że największy festiwal poetycki w tej części Europy jest tuż za rogiem!

W cieniu zakwitających wujaszków

Weronika Murek: pisarka: Polska kultura jest dosyć zwujowiała, a nawet wujowa w swojej esencji. To wujek okazywał się zazwyczaj najbardziej przystępną częścią naszej symbolicznej, polskiej rodziny.

Do posłuchania:

Gdzie zaczyna się puszcza. Anna Romaniuk o skomplikowanej historii Białowieży i Podlasia


Anna Romaniuk, historyczka literatury, krytyczka, członkini jury Nagrody Literackiej m. st. Warszawy, na co dzień szefowa Zakładu Rękopisów Biblioteki Narodowej, napisała książkę o miłości do miejsca, w którym zaczyna się Puszcza Białowieska. To Orzeszkowo, wioska, w której wraz z rodziną zamieszkała w domu pamiętającym połowę ubiegłego wieku.


Król Maciuś w Radiu Książki. Jak Korczak uczył i wciąż uczy demokracji

W Radiu Książki rozmowa o Korczaku i jego - wydanej w 1922 roku - powieści "Król Maciuś Pierwszy". To historia chłopca, który po nagłej śmierci ojca przejmuje władzę w królestwie. O dziedzictwie Korczaka, jego myśli i twórczości opowiadają Michałowi Nogasiowi - Anna Czerwińska i Tamara Sztyma kuratorki wystawy "W Polsce Króla Maciusia", którą do 1 lipca oglądać można w Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN w Warszawie.

Do poczytania po angielsku:


Will Translated Fiction Ever Really Break Through?

May kicks off with the 15th annual PEN World Voices Festival, when international authors take over New York for a week of panels and events, and ends with the announcement of the 2019 Man Booker International Prize. In celebration of a month replete with world literature, Vulture has a roundup of 15 recent translations you should definitely read; an encounter with one of the most exciting young novelists writing today; and, below, thoughts from Open Letter publisher Chad Post about “the 3 percent problem” — the challenge of publishing (and getting Americans to read) books from other places.

Morris and 81-year-old debut novelist shortlisted for SoA awards

Bestselling author Heather Morris and 81-year-old debut novelist Norma MacMaster have been shortlisted for the Society of Authors' Awards. 
The SoA revealed the shortlists for the Betty Trask, McKitterick, Somerset Maugham, ALCS Tom-Gallon Trust awards and the inaugural Paul Torday Memorial Prize today (Wednesday 15th May). Broadcaster and journalist, Sally Magnusson and debut author Anne Youngson have been shortlisted for two prizes.

Gabriel García Márquez on Life in 1950s Paris

I came to Paris for the first time one freezing December night in 1955. I arrived by train from Rome to a station decked out with Christmas lights, and the first thing that caught my attention were the couples who kissed each other everywhere. On the train, in the metro, in cafés, on elevators, the first postwar generation threw themselves with all their energy into the public consumption of love, which was still the only cheap pleasure after the disaster. They kissed in the middle of the street, with no worries about hindering pedestrians, who moved aside without looking at them or paying any attention, as we do with stray dogs that hang onto each other, making puppies in the middle of the town square. Those outdoor kisses were not frequent in Rome—which was the first European city I’d lived in—nor, of course, in the misty and prudish Bogotá of those days, where it was even difficult to kiss in bedrooms.

 How the Hell Has Danielle Steel Managed to Write 179 Books?


There's a sign in Danielle Steel's office that reads, "There are no miracles. There is only discipline." It's a dutiful message, and yet the sheer amount that Steel has accomplished in her five-decade career does seem like the stuff of dreams.

*****************
Chcesz być na bieżąco? Polub bloga na Facebooku!

Zdjęcie: Unsplash

maja 21, 2019

10 wydarzeń, które już w ten weekend odbędą się na Warszawskich Targach Książki

10 wydarzeń, które już w ten weekend odbędą się na Warszawskich Targach Książki

Sobota 25 maja


10.00-19.00     
Dzień Reportażu na 10. Warszawskich Targach Książki

Przez cały dzień czytelnicy będą mogli tu zdobyć w promocyjnych cenach reportaże tegorocznych finalistów Nagrody im. Ryszarda Kapuścińskiego za Reportaż Literacki, a po każdym spotkaniu – także autografy autorów.
Organizator: Miasto Stołeczne Warszawa, „Gazeta Wyborcza”
Miejsce: Sala Londyn A

10.00–19.00    
Wystawa komiksu rumuńskiego 2019

Na wystawę komiksu rumuńskiego składają się prace znanych w Rumunii i za granicą ilustratorów, twórców komiksu i animacji. Polska publiczność może zapoznać się z szerokim wyborem stylów, motywów, tematów i sposobów ich potraktowania. Pomimo ich różnorodności, łączy je i przenika przyjemność jaką autorzy czerpią ze snucia wizualnych opowieści w sposób właściwy dla sztuki komiksu.
Artyści: Xenia Pamfil, Ileana Surducan, Maria Surducan, Anna Júlia Benczédi, Adrian Barbu, Gabriel Rusu
Organizator: Rumunia – Gość Honorowy
Miejsce: strefa autografów autorów komiksu (21/H)

11.00–12.00    
Jarosław Mikołajewski – spotkanie z autorem książki „Szpitalne”

Jarosław Mikołajewski (1960) poeta, eseista „ Szpitalne”, reporter, autor książek dla dzieci „ O trzech pierścieniach”, „ Wędrówka Nabu”, „ Kreska i Kropek” , tłumacz literatury włoskiej  (C. Pavese, G. Ungaretti, P.Levi,  S.Quasimodo), najnowszy tom „ Ziemia Święta. La Terra Santa” Alda Merini.
Organizator: AUSTERIA Wydawnictwo Kraków Budapeszt Syrakuzy
Miejsce: stoisko 241/V

13.00–14.00    
Joanna Ostrowska podpisuje książkę „Przemilczane”

Organizator: Wydawnictwo MARGINESY
Miejsce: stoisko 55/D8


13.00–14.00       
Dr. Karolina Szymaniak - spotkanie z autorką książki pt. " Moja dzika koza. Antologia poetek jidysz"

Karolina Szymaniak (ur. 1981) – literaturoznawczyni, tłumaczka, lektorka języka jidysz. Adiunkt w Żydowskim Instytucie Historycznym oraz w Katedrze Judaistyki Uniwersytetu Wrocławskiego, współpracowniczka Centrum Kultury Jidysz. Członkini władz Polskiego Towarzystwa Studiów Jidyszystycznych. W latach 2010–2015 redaktorka naczelna „Cwiszn”. Zajmuje się żydowskimi modernizmami przed i po Zagładzie, literaturą pisaną przez kobiety, politykami pamięci, żydowsko-polskim kontaktem kulturowym. Konsultantka wystawy głównej w muzeum POLIN. Wydała m.in. Warszawska awangarda jidysz. Antologia tekstów (red.); Być agentem wiecznej idei. Przemiany poglądów estetycznych Debory Vogel; Dialog poetów (współred.); Rachela Auerbach, Pisma z getta warszawskiego (red.). Wykładała w Berlinie, Paryżu, Strasburgu, Warszawie, Wrocławiu, Wilnie. Stypendystka MEN, Fundacji na Rzecz Nauki Polskiej, YIVO Institute for Jewish Research i in. Laureatka Nagrody Historycznej „Polityki” (2016, kategoria: Edycja źródeł).
Organizator: AUSTERIA Wydawnictwo Kraków Budapeszt Syrakuzy
Miejsce: stoisko 241/V

16.30–17.30    
Spotkanie z autorkami debiutanckich książek z serii reporterskiej, Dorotą Brauntsch i Joanną Gierak-Onoszko

Prowadzenie: Mariusz Szczygieł
Organizator: Dowody Na Istnienie
Miejsce: Sala Paryż A

Niedziela, 26 maja


10.00–11.00    
Spotkanie z Ewą Winnicką, autorką książki „Zbuntowany Nowy Jork”

Organizator: ZNAK Wydawnictwo
Miejsce: stoisko 63/D9

11.00–12.00    
Spotkanie z Jakubem Małeckim

Tego autora nie trzeba nikomu przedstawiać. Czytelników dobrej, polskiej literatury pięknej czeka jedno z ważniejszych spotkań. Na Targach nadarza się bowiem okazja porozmawiać z Kubą, autorem dziewięciu książek, m.in. bestsellerowego „Dygotu”, „Rdzy” oraz „Śladów”, nominowanych do Nagrody Literackiej „Nike”. Za powieść „Dygot” nominowany był do Nagrody Literackiej Europy Środkowej Angelus i Poznańskiej Nagrody Literackiej oraz został laureatem Nagrody Literackiej im. Jerzego Żuławskiego (Złote Wyróżnienie). Za „Ślady” został nominowany do Nagrody Literackiej „Nike” 2017. Jego ostatnia książka to „Nikt nie idzie” (2018). Lista nagród na jego półce stale rośnie, ale warto wspomnieć, że Kuba jest przemiłym człowiekiem, z którym warto przybić piątkę.
Organizator: Wydawnictwo SQN
Miejsce: stoisko 161/D15

11.00–12.00    
Spotkanie z Jackiem Hugo-Baderem w ramach jubileuszowych spotkań 10. Warszawskich Targów Książki

Reporter „Gazety Wyborczej”. Uwielbia Rosję i byłe kraje Sojuza, w których w sumie spędził prawie cztery lata. Na rowerze pokonał całą Azję Środkową, pustynię Gobi, Chiny, Tybet, góry Pamir, a jezioro Bajkał przepłynął kajakiem. W zimie 2007 roku samotnie odbył podróż samochodową z Moskwy do Władywostoku, a Biała gorączka jest relacją z tej wielomiesięcznej włóczęgi ruskim łazikiem. W 2011 roku ukazały się jego „Dzienniki kołymskie”, owoc – także samotnej – tym razem autostopowej podróży na Kołymę. Jest również autorem książek „Długi film o miłości. Powrót na Broad Peak” oraz „W rajskiej dolinie wśród zielska”, nominowanej do Nagrody Literackiej Nike, a także współautorem filmów dokumentalnych „Jacek Hugo-Bader. Korespondent z Polszy” oraz „Ślad po mezuzie”. Dwukrotnie uhonorowany nagrodą Grand Press i głównymi nagrodami Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. Jego przedostatnia książka „Skucha” była nominowana do Nagrody „Newsweeka” im. Teresy Torańskiej i Nagrody Literackiej Nike, a także uznana przez „Magazyn Literacki Książki” za najlepszą książkę reportażową 2016 roku. Jego ostatnia książka „Audyt” ukazała się w 2018 roku.
Organizator: Warszawskie Targi Książki, Wydawnictwo AGORA
Miejsce: Kanapa Literacka – scena główna

12.00–13.00    
Spotkanie z Sylwią Chutnik w ramach jubileuszowych spotkań 10. Warszawskich Targów Książki

Pisarka, kulturoznawczyni, działaczka społeczna, autorka powieści „Kieszonkowy Atlas Kobiet” (Ha!Art 2008), „Dzidzia” ( Świat Książki 2009), „Cwaniary” (Świat Książki 2012), „Jolanta” (Znak 2015). „Smutek cinkciarza” (Od Deski do Deski 2016) oraz książki historycznej „Warszawa Kobiet” (Biblioteka Polityki 2011) , bajki dla dzieci „Nieśmiałek” (Muza 2015) „Dino Bambino” (Wytwórnia 2018), zbioru felietonów „Mama  ma zawsze rację” (Mamania 2012), zbioru opowiadań „Proszę wejść. Więzienie, historie nieprawdziwe” (Nowy Teatr 2012) i „W krainie czarów” (Znak 2014), rozmów „Kobiety, które walczą. Rozmowy z kobietami uprawiającymi sporty walki” (GW Foksal 2017).
Laureatka Paszportów Polityki 2008 (literatura). Trzykrotnie nominowana do Nagrody Nike (w 2009, 2012 i 2015 roku). Jej książki i opowiadania zostały przetłumaczone i wydane w Niemczech, Rosji, Czechach, Słowacji, Węgrzech, Chorwacji, Ameryce Północnej, Serbii i na Litwie.
Organizator: Warszawskie Targi Książki
Miejsce: Kanapa Literacka – scena główna
Copyright © 2016 Projekt: książki , Blogger